Translate/Tłumacz

wtorek, 7 kwietnia 2015

You & Me - XIII

     Każdy dzień, który powoli mijał, sprawiał wrażenie Alice niekończącą się podróżą przez uśmiech, łzy, ciężką pracę i satysfakcję, że jest bliżej końca trudnej męki, niż początku.

We wrześniowy słoneczny poranek, aktorka nareszcie mogła odpocząć od nawału pracy.

Jeden dzień wolnego, który w pełni zasłużyła, miał być dniem pełnym niespodzianek.

Z każdą osobą, z którą współpracowała, starała się jakoś zaprzyjaźnić, czy poznać.

Po kilku próbach jej życzenie zostało spełnione i każdy, nawet największy "sztywniak" zaczął obserwować swoje otoczenie z innej perspektywy.

Tajemniczy brunet, który faktycznie okazał się być jej filmowym chłopakiem z zimną krwią, stał się jej jednym z dobrych kumpli. Brandon tylko z pozoru wyglądał na mężczyznę chcący wyrwać pierwszą lepszą na randkę. Wiedział i czuł, że Alice nie jest w stanie odwzajemnić miłości, ale chcąc czy też nie, postanowił być jej tylko i wyłącznie przyjacielem.

Właśnie teraz, gdy mieli wolny czas, zaproponował dziewczynie aby mogła mu towarzyszyć we wspólnym spacerze. Dotychczas nie miał czasu, by na spokojnie móc porozmawiać i poznać ją, tak jakby tego chciał.

Aktorka z wielką chęcią się zgodziła, bo uważała, że nowe znajomości nie zawsze muszą kończyć się rozczarowaniem czy smutkiem. Pamiętała jednak, że jej serce ma już swojego "domownika" i widząc zainteresowania innych mężczyzn, stanowczo aczkolwiek delikatnie mówiła NIE.

Kiedy wybiła godzina spotkania się pod hotelem, Alice ubrana "elegancko, lecz na luzie" czekała z cierpliwością, aż pojawi się jej towarzysz.

Brandon po kilku minutach zjawił się obok niej, by po chwili oboje mogli spokojnie cieszyć się chwilą odpoczynku.

Spędzając razem czas w parku, nie wiedzieli, że są bacznie obserwowani przez paparazzi.

Te "chodzące aparaty" z czujnością spoglądali i czekali na wspaniały moment, kiedy to aktor przytula dziewczynę, czy też na odwrót.

Brunet, kiedy przechodzili obok małego wózka z lodami, bez zbędnych słów postanowił zakupić lody i móc poczęstować swoją rozmówczynię.

- Jaki chcesz smak? - zapytał, zerkając w stronę uśmiechniętej Alice.

- Mówiłam, że nie chcę. No, ale skoro jesteś taki uparty, to po proszę czekoladowy.

- Mmm, dobry wybór. Też lubię.

Aktor zaśmiał się i poprosił o wymieniony smak lodów, a kiedy już je otrzymał, zapłacił i z uśmiechem wręczył jeden aktorce.

- Dziękuję. To teraz gdzie chcesz mnie zaprowadzić? - odrzekła Alice, idąc równym krokiem wraz z Brandonem.

- Tam gdzie mnie oczy poniosą - zażartował chłopak, co jakiś czas jedząc swoją porcję lodu.

- Ciekawa odpowiedź. Wiesz, zadziwia mnie pomysł reżysera. Masz grać faceta z zimną krwią, a przy najbliższych potulnego baranka. Nie wydaje ci się, że może wyjść kicha?

- E tam. Z moim talentem wszystko jest możliwe. Znaczy się... Nie ważne co zagram, ważne że zawsze wyjdzie coś niesamowitego.

- Mhm, ciekawe, ciekawe...

- No, a powiedz mi. To prawda, że masz niezłe znajomości?

- Zależy o jakich znajomościach mówisz. - odpowiedziała aktorka, cicho chichocząc, kiedy ujrzała pobrudzoną brodę Brandona.

- No wiesz... chociażby MJ'a. Może i nie wiesz, ale kiedy byłem mały, strasznie uwielbiałem jego piosenki. Próbowałem naśladować jego taniec, ale zawsze kończyło się to wpadnięciem na drzwi czy szafę. Ogółem mówiąc, jestem jego małym fanem.

Aktorka próbując powstrzymać się od śmiechu, wzięła swoją serwetkę i ostrożnie wytarła brodę mężczyzny.

- Hmm, przydałby ci się chyba śliniaczek, bo strasznie się pobrudziłeś. Co do twojej wypowiedzi, to i owszem. Przyjaźnię się z Michaelem. Ale czuję, że chcesz mi coś jeszcze powiedzieć. - odparła, widząc jak Brandon siada na skraju fontanny.

- Tak. Słyszałem, że on chce wydać nową płytę. Jeśli się tak stanie, poprosisz go o autograf?

- Uuu, marzy ci się podpis  Michaela Jacksona?

- No pewnie! Może i jestem niezłym aktorem, ale takich znajomości to jeszcze nigdy nie miałem.

- Taaa... A Madonna to przypadkiem niby zwykła gwiazda? Przecież dudniło o was telewizji, że miałeś niby z nią romans.

- A jednak słyszałaś o tym. Ha! No, tak szczerze to niby miałem... Ale nie jest w moim guście. Niestety.

Mężczyzna cicho westchnął i dokańczając swój lód zerknął na Alice. W jego głowie zrodziła się pewna, nieco szalona myśl.

- Wiesz, mam pewien pomysł. Chodź ze mną.

Aktor chwycił dziewczynę odruchowo za dłoń i pognał z nią w kierunku małego strumyczka, który mieścił się za parkiem.

Kiedy się tam zjawili, zauważył łódkę przymocowaną do przystani. Rozejrzał się, a kiedy uznał, że nikt ich nie widzi, postanowił wejść do niej.

- Zwariowałeś?! Nie rób tego! - szepnęła cicho Alice, zatrzymując się przy kilku małych kamieniach.

- Hmm, możliwe, że tak. No chodź będzie super.

- Szaleniec. Nie lubię szaleńców. Wracam do hotelu, na razie...

Dziewczyna już zamierzała odejść, kiedy poczuła jak ktoś zaczyna chlapać.

Stanęła jak wryta i czując jak zimna woda spływa po jej plecach oraz nogach, nie mogła zrobić jednego kroku. Kiedy w końcu jej się udało, odwróciła się i również zaczęła chlapać Brandona wodą.

   Mężczyzna stojąc na jednym z kamieni chwycił aktorkę za ręce i tracąc równowagę wpadł razem z nią do wody.

Na szczęście było płytko, więc woda sięgała im do połowy ud.

- Głupi jesteś! I to strasznie! - odrzekła Alice, śmiejąc się z zaistniałej sytuacji.

- Wiem. Każdy mi to mówi. Ty za to jesteś... bardzo śliczna.

- A idź! Czy wy faceci tylko o jednym?

- Nie, my podziwiamy wasze piękno. Bóg jednak wiedział co tworzy.

Aktorka z trudem powaliła mężczyznę na plecy, próbując go całego zmoczyć.

Kiedy oboje bawili się w najlepsze, nie zauważyli, że obserwuje ich starszy mężczyzna, będący właścicielem przymocowanej łódki.

- No proszę. Teraz tak młodzież spędza czas. Na wzajemnym laniu się wodą. - odrzekł z małym uśmieszkiem.

Aktorka natychmiast spoważniała i próbując pomóc Brandonowi wstać, czuła się nieco speszona.

Kiedy wyszli ze strumyka, starali ukryć swoje nie małe zawstydzenie.

- No dobrze dzieci, lepiej wracajcie do domu, bo jeszcze się rozhorujecie. Ty młodzieńcze ciesz się i chroń swoją ukochaną, bo pewnie nie jeden marzy o takim skarbie jak ona.

Brandon nie krył swojego uśmiechu i widząc zamieszanie Alice, cicho podziękował i razem z nią pędem pognali w kierunku hotelu.

- Widzisz, jakim ty skarbem jesteś? - odrzekł, kiedy byli już na miejscu i wchodzili do windy.

- Tak. A ty młodzieńcze powinieneś dbać o swoją dziewczynę, a tu co? Zaniedbana. Mokra. Zmarznięta.

- Ojej, to chodź tu. Ogrzeję cię.

Brandon już chciał ją przytulić, kiedy drzwi windy się otworzyły. Alice zaśmiała się głośno i prędko wyszła, byle tylko mężczyzna jej nie przytulił.

- Dzięki za ten dzień. Był niesamowity.

- To ja dziękuję Alice... Przynajmniej mogłem spędzić ten czas z tak piękną aktorką.

- No, już nie podrywaj, nie podrywaj... Moje serce i tak jest zajęte, więc przykro mi.

- Tak? A przez kogo? - zapytał aktor, opierając się o drzwi swojego pokoju.

- To tajemnica. Ciii - dziewczyna przyłożyła sobie palec do ust i otworzyła drzwi - Miłego wieczoru, Brandon. Do jutra.

- Do jutra Alice.

     Dziewczyna zaśmiała się i zniknęła za drzwiami pokoju. Z radością odetchnęła z ulgą i postanowiła wziąć ciepłą kąpiel, by móc rozgrzać swoje zmarznięte ciało.

Kiedy zatopiła się w gorącej wodzie, na chwilę zapomniała o całym świecie, o wszelkich smutkach, troskach... Niestety, to co dobre, kiedyś się kończy...

Kiedy po ponad godzinie, woda zaczęła stygnąć, aktorka wyszła z niej, mocno opatulając się ręcznikiem, by móc wyjść z łazienki i przebrać się szybko w piżamę.

Kiedy była już gotowa, tak jak zawsze, postanowiła porozmawiać jeszcze z Michaelem.

Czekała cierpliwie aż usłyszała nieznany jej dotąd kobiecy głos.

- Halo? Kto dzwoni? Tito... przestań mnie łaskotać, kotku... - usłyszała po chwili.

- Jestem Alice, przyjaciółka Michaela. To jego telefon... Czy mogłabym z nim porozmawiać?

- Michael? Aaa... No złociutka, on teraz nie może rozmawiać. Ma właśnie bliskie  spotkanie z... Tito, jak ona się nazywała? A! Z panną "Kwiatuszek".

Alice nie rozumiała co ta kobieta za telefonem do niej mówi. Przeczuwała, że może być to jakiś słaby żart albo, że kobieta ta jest nieźle pod wpływem alkoholu.

Już miała się rozłączać, kiedy usłyszała czyiś głos.

- Oho! Pan ładny idzie tu. Pewnie zaraz będzie się darł. Kończę, pa złotko - odrzekła kobieta, a po chwili połączenie zostało przerwane.

Alice będąc w szoku, nadal trzymała komórkę przy uchu. Nadal nie dotarło do niej, co ta kobieta mówiła. Jaka panna "Kwiatuszek"? Jakie bliskie spotkanie?

Kiedy czuła jak jej serce przepełnia się smutkiem, niespodziewanie jej telefon zaczął dzwonić.

Bez namysłu odebrała połączenie i usłyszała głos Michaela, który próbował jakoś zapanować nad otoczeniem, ciągle kogoś uciszając.

- Cześć. Widzę, a raczej słyszę,  że nieźle balujesz. - odparła smutnie dziewczyna, nie będąc zadowolona z tego co usłyszała.

- Alice, przepraszam cię za to co słyszałaś. Nowa dziewczyna Tita trochę za dużo wypiła i gada głupoty.

- Mhm... No  cóż, jeśli faktycznie masz bliskie spotkanie z panną "Kwiatuszek" to nie będę przeszkadzać.

- Nie mów tak! Nie ma tu żadnej panny "Kwiatuszek". Po prostu miałem dość już ględzenia tej nowej dziewczyny Tita i powiedziałem, że idę do siebie obejrzeć film. To wszystko.

- Z panną "Kwiatuszek"?

Aktorka usłyszała cichy chichot muzyka, a po chwili jego głos.

- Jeśli życzysz sobie, abym tak ciebie nazywał, to dobrze.

- Osz ty! Tak za mną tęsknisz, że aż musisz oglądać filmy, w których gram?

- No wiesz, przynajmniej mam co oko nacieszyć.

- Spadaj! Dziećmi powinieneś się zająć, a nie oglądać głupoty.

- Ej, nie rób ze mnie takiej niańki. Jeśli chodzi o dzieci, to na razie same się bawią. Wyznaczyły mi czas, kiedy mam do nich iść. Podobno jakaś niespodzianka.

- No dobrze. Wiesz, okazuje się, że nawet w gronie aktorów są twoi fani.

- Tak? To pozdrów ich ode mnie.

- Ten pan od żelu do włosów jest nawet miły. Poprosił, abyś dał mu autograf.

- Jak przyjedziecie do Los Angeles, to jasne, że mu dam. Właśnie, kiedy przyjeżdżacie?

- Za 5 miesięcy. Spokojnie, jeszcze ci powiem kiedy dokładnie. No, a jeśli ci się nudzi, to wyślę ci na email nagrywania kiedy się wszyscy wygłupiamy i takie tam, chcesz?

- Pewnie. Zobaczę, czy coś się zmieniłaś.

Aktorka zaśmiała się cicho, a po chwili między nimi zastała niezręczna cisza.

Czasem było słychać ciche westchnienia piosenkarza, czy też skrzepnięcia podłogi, kiedy chodził.

- Wiesz, czasem wydaje mi się, że zanim wrócę, minie wieczność. - odrzekła aktorka, wpatrując się w gwieździste niebo.

- Tylko ci się tak wydaje. Minie to bardzo szybko, zobaczysz...

- Mam nadzieję. To życzę ci miłego popołudnia i pilnuj swojej komórki. Do usłyszenia Mike.

- Dobranoc Ślicznotko i do usłyszenia.

       Dziewczyna rozłączyła się i głośno odetchnęła z ulgą. Fakt, to co usłyszała z ust tamtej kobiety, nieźle ją przestraszyło. Chociaż... to możliwe, że Michael może się odkochać... Tak przynajmniej ona uważa... Po chwili zamknęła oczy i oddała się do krainy snu, by następnego dnia wstać wyspana i wypoczęta...

sobota, 4 kwietnia 2015

You & Me - XII

      Wreszcie nadszedł najbardziej smutny dzień w życiu Alice, mianowicie...

Wyjazd do Londynu.

Z każdą godziną rozłąki próbowała sobie przypomnieć te cudowne chwile, które spędziła z Michaelem czy jego dziećmi. Siedząc w samolocie, tępo wpatrywała się w okno, nie zwracając nawet uwagi na siedzącą obok Margaret oraz Nicholasa. Jej przyjaciółka zauważyła, że coś jest nie tak, więc chwyciła ją delikatnie za rękę.

    - Coś się stało? - zapytała, zerkając w stronę Alice.

Dziewczyna natychmiast oprzytomniała i odwróciła się w jej stronę, poprawiając swoje włosy.

     - Nie. Zamyśliłam się tylko. Jest wszystko w porządku.

Aktorka uśmiechnęła się delikatnie i znów zerknęła w stronę okna, przymykając nieco oczy.

Tak bardzo za nim tęskniła. Brakowało jej jego cudownego uśmiechu i spojrzenia, które wyrażało tysiące emocji naraz.

      - Widzę, że coś się dzieje. Boisz się? - znów zapytała ją Margaret, kierując się bardziej w jej stronę.

    - Nie. Nie boję się. Po prostu... Myślę o kimś. - odpowiedziała, nadal nie odrywając wzroku wbitego w okienko.

Margaret cicho westchnęła i usiadła prosto, zakładając słuchawki. Nikt nie chciał z nią rozmawiać? Dobrze, w takim razie zajmie się sobą.

Alice natomiast z niecierpliwością czekała, aż lot się zakończy. Chciała już mieć to za sobą, by w spokoju skupić się na pracy.

     Po kilku godzinach jej chwilowe marzenie zostało spełnione. Wszyscy pojechali specjalnym busem do hotelu, w którym mieli się zatrzymać.

Dziewczyna natychmiast udała się do swojego pokoju, który razem z innymi mieścił się na ostatnim pietrze.

Od razu rozpakowała swoją walizkę, a gdy była już gotowa, przystanęła przy lustrze i spojrzała na swój naszyjnik, który dostała od Michaela. Uśmiechnęła się, kiedy zaczynała sobie przypominać ich pierwsze spotkanie.

    "Mam nadzieję, że ty o mnie również nie zapomnisz" - pomyślała, dotykając naszyjnika.

Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Okazało się, że był to Nicholas, który chciał się dowiedzieć, jak Alice się czuje.

    - Cześć siostrzyczko. Idziesz z nami się przejść?

    - Wiesz, nie mam humoru. Wolałabym tutaj zostać. Jestem nieco zmęczona.

    - Coś się dzieje? Od początku jesteś jakaś przygaszona.

    - Wydaje ci się.

Dziewczyna usiadła na łóżku i głośno odetchnęła z ulgą. Jej brat wzruszył ramionami i udał się do wyjścia z jej pokoju. Widział Margaret, która cierpliwie czekała, aż wyjdzie.

    - I co? Idzie? - dziewczyna zapytała swojego chłopaka mając nadzieję, że jednak Alice pójdzie.

    - Nie. Coś ją trapi, ale nie chce wyjawić co. Martwi mnie to.

Jego dziewczyna zamyśliła się, po chwili pocałowała go lekko w szorstki od zarostu policzek.

   - Idź już razem z innymi się przejść. Pogadam z nią. Najwyżej do was dojdę.

   - Ale na pewno? - chłopak nie krył lekkiego smutku.

   - Tak,  na pewno.

     Pisarz uśmiechnął się delikatnie i razem z innymi kumplami ( a aktorami, którzy również się dostali ) wyszedł z hotelu, by zwiedzić okolice. Margaret wzięła kilka głębokich wdechów i cicho zapukała w drzwi, czekając na odpowiedź.

    - Nicholas, mówiłam, że nigdzie nie idę. Daj mi spokój, proszę. - usłyszała po chwili.

Dziewczyna nie przejęła się tymi słowami, więc delikatnie otworzyła drzwi. Weszła do środka i ujrzała, jak Alice siedzi na łóżku i czyta książkę.

    - Margaret? Ojej, przepraszam. Myślałam, że Nicholas znów się dobija. Wybacz, ale on mi już działa na nerwy.

    - Wiem. Nic się nie stało. Martwimy się o ciebie.  Ostatnio jesteś taka nieobecna.

Alice zamknęła swoją lekturę i zerknęła na przyjaciółkę. Mieli rację. To co teraz się działo, źle na nią wpływało. Nie powinna się tak zachowywać.

    - Czy nadal za kimś tęsknisz? - padło pytanie do niej kierowane.

Dziewczyna odwróciła wzrok i delikatnie przygryzła swoją dolną wargę. Jej przyjaciółka usiadła obok niej i przytuliła ją mocno.

    - Nawet nie wiesz jak bardzo. Tęsknię za nim każdego dnia. - wyszeptała cicho Alice, odwzajemniając tulenie.

    - A zdradzisz mi jego imię? - zapytała, nieco odsuwając się by móc zobaczyć twarz przyjaciółki.

   - Nie powiesz Nicholasowi? On zapewne znów zrobiłby mi awanturę.

    - Słowo honoru. Nie powiem.

Dziewczyna wzięła się wreszcie na odwagę. Wzięła kilka głębokich wdechów.

    - Możesz uznać to za dziwne, ale ja kocham... Michaela...

Margaret na chwilę została zbita z tropu. Jej przyjaciółka kocha się w Jacksonie? Facecie, który znany jest ze świetnego głosu, tańca... oraz kontrowersyjnych wpadek.

    - Mówisz poważnie?

    - Tak. Kocham go. I chyba z wzajemnością. Ostatnio dałam mu wskazówki, jak poderwać taką jedną.

    - No to jak ma cię kochać, skoro mówisz, że nauczyłaś go jak poderwać inną?

     Margaret nie rozumiała jej słów. To dziwne, aby facet miałby kochać dwie kobiety naraz. Zresztą... przecież na tym świecie jest to możliwe.

   - Bo okazało się, że ta Marie, to niby ja. Wygadał się, chociaż sam o tym nie wie. Wykorzystał moje drugie imię.

   - A ty mu powiedziałaś, że go kochasz? - jej przyjaciółka była bardzo ciekawa tej miłosnej historii, którą przeżywała Alice.

   - Nie. Nie potrafię. Tylko pewnego razu... pocałowałam go podczas gdy spał i bardzo żałuję.

   - Czego? Żałujesz, że pocałowałaś faceta, którego kochasz?!

  - Tak. To cudowne uczucie, ale potem... Bałam się, że gdyby był tego świadomy, wściekłby się. Nie chciałam kończyć tej znajomości przez debilny pocałunek.

Margaret westchnęła cicho i delikatnie położyła dłoń na jej ramieniu. Alice znów przytuliła swoją przyjaciółkę, próbując się nie rozpłakać.

     To było dla niej zbyt trudne. Nie potrafiła wyjawić Michaelowi prawdy, chociaż wiedziała już, że on ją również kocha. Co by miała do stracenia? Teraz jedynie oboje udawają, że nic więcej ich nie łączy poza przyjaźnią.

    - Alice, a dzwoniłaś do niego? Może zadzwoń, porozmawiaj z nim...

    - Wiem, powinnam to uczynić, bo obiecałam mu, że się odezwę. Tylko teraz... jakoś nie mam humoru. Nie musisz się zamartwiać, możesz iść z Nicholasem i resztą na imprezę. Przynajmniej mogę cieszyć się z waszego szczęścia. U mnie związki zawsze były do bani.

    - Ani tak nie mów! Zobaczysz, za kilka miesięcy będziesz u boku Michaela szczęśliwą Alice Jackson. Mówię ci, ja wiem co gadam.

     - Tak, to chyba we śnie. - rzekła smętnie aktorka, zerkając w stronę okna.

     - Mówię ci, tak będzie. A potem... w jego domu nie będzie trójka dzieci, lecz czwórka, a może i nawet piątka.

     - Tak, a potem spadnie bomba atomowa albo jednorożce się pojawią na niebieskiej trawie. Margaret! Przestań już gadać głupoty! Na razie trzeba się skupić na pracy, a nie rozmyślać o przyszłości, która i tak będzie szara...

     - Oj widać, że brakuje ci jego bliskości. No, cóż... Może jak wyrwiesz się ze mną do knajpki, to dobrze ci to zrobi, hmm?

     - Nigdzie nie idę. Zostanę tutaj i koniec.

     - A gdyby był Michael?

Dziewczyna powoli zaczęła się irytować. Mogła trzymać język za zębami i nic nie gadać.

     - Jeśli skończysz już to ciągłe gadanie wokół Michaela, to mogę się wybrać na tą imprezę czy co tam będzie.

Margaret triumfalnie podniosła swoje ręce i radośnie się zaśmiała. Wiedziała, że Alice poczuje się nieco lepiej.

     - I tak nie możemy pić za dużo. Reżyser by nas zatłukł, chociaż znając go, pewnie już kręci się na stołku barowym.

Po raz pierwszy pokój Alice wypełnił się jej śmiechem. Po krótkiej chwili obie wyszły z hotelu, idąc w kierunku miejsca, w którym mieli wszyscy się zebrać.

Jak zwykle, małe przyjęcie z okazji kręcenia nowego filmu, by życzyć wszystkim jak najlepszej pracy musiało się odbyć. Oczywiście bez przesady, ponieważ następnego dnia miała się rozpocząć praca.

     Kiedy Alice oraz Margaret weszły do pomieszczenia, zauważyły już, że niektórzy są nieźle wstawieni.

Po chwili obok dziewczyn pojawił się Nicholas, który jako z nielicznych był trzeźwy.

    - O! Jednak jesteś!

    - Tak i strasznie żałuję. Mogłam zostać w hotelu. odparła Alice, widząc jak niektórzy przesadzają z alkoholem.

    - Wiem, to dziwny widok. Jutro dostaną niezły ochrzan. Należy im się - rzekł nieco weselej Nicholas, a po chwili zaproponował - Może chciałybyście stąd wyjść?

   - Tak, ja jestem za! - bez namysłu odparła jego siostra, zerkając na zbliżającego się do całej trójki mężczyznę o ciemnej karnacji z czarnymi oczami.

   - Ulala, nie wiedziałem, że przypadnie mi praca u boku Alice Keys. Całuję rączki. - odrzekł meksykańskim akcentem brunet, uśmiechając się serdecznie - Nazywam się Brandon Silley i o ile mi wiadomo, mam grać twojego chłopaka.

    - Miło mi cię poznać, Brandon - odrzekła Alice, bacznie obserwując nowego towarzysza. Na szczęście nie czuła od niego alkoholu, więc była pewna, że jest trzeźwy.

    - Może chciałabyś wyjść z tej duchoty na świeże powietrze? - zaproponował mężczyzna, nie zwracając uwagi na jakiekolwiek zaprzeczenia ze strony Nicholasa.

    - Właśnie miałam to uczynić razem ze swoją przyjaciółką oraz bratem. - odpowiedziała aktorka, wytrzymując zbyt dziwną atmosferę.

     - Ma się rozumieć. Może innym razem uda mi się z panną porozmawiać i bliżej poznać. Do zobaczenia - ukłonił się nisko, wychodząc z knajpki eleganckim chodem.

    - O rany! Przecież on cię wzrokiem jadł! Co za typ! - szybko skomentowała Margaret, kiedy towarzysz ich opuścił.

     - Tak. Widziałam to w jego oczach. I uwierzyć w to, że większość aktorek na niego leci. Phi, też mi coś.

     - No wiesz, ty tam wolisz... ekhm... czarnowłosych mężczyzn o brązowych oczach  - szepnęła cicho jej przyjaciółka, uważając aby nie usłyszał ich Nicholas.

Alice znów pomyślała o Michaelu. Poprawiła delikatnie swój naszyjnik, który dopiero teraz zauważyła "Crazy".

     - To od niego? - zapytała ją, widząc parę złotych turkawek, które wyłoniły się spod bluzki.

     - Tak. To symbol przyjaźni.

Nicholas zajęty czym innym zerknął na swoją dziewczynę oraz siostrę. Nie przysłuchiwał się ich rozmowie, więc niczego nie świadomy od razu wypalił.

      - Spadamy stąd, czy nadal dusimy się w tym śmierdzącym od papierosów i alkoholu pomieszczeniu?

      - Zdecydowanie wybieram opcję pierwszą. - stwierdziła Margaret, widząc zgodę w oczach Alice.

Po kilkunastu minutach cała trójka spokojnym krokiem szła wzdłuż małego parku, oświetlonego przez wiele latarń oraz księżyca, który wydawał się być ich czwartym, milczącym towarzyszem.

      - Opowiadaj, co tam ciekawego robiłaś u Jacksona. - zapytał Nicholas, chowając swoje nieco zmarznięte dłonie do kieszeni. Margaret, która szła u jego boku, również chciała cię dowiedzieć czegoś więcej, niż to, co usłyszała jeszcze kilka godzin temu.

      - Wiele rzeczy. Bawiłam się z jego dziećmi, spędzałam czas z jego przyjaciółmi, siostrą... oraz z nim samym.

       - Ooo! A czy coś zrobił nie tak? - nadal był ciekawy i nie krył, że nie miał do niego zbyt dużego zaufania.

      - Nie. Wszystko było dobrze. Jak się go tak bliżej pozna, jest ciekawym i pełnym humoru człowiekiem.

       - Jak to znaczy "bliżej"?

       - Na pewno nie poprzez spędzenie nocy w łóżku. Nicholas! Weź się w końcu ogarnij! Zmień w końcu do niego nastawienie, bo już nie wytrzymam. Jeśli spędzi się z nim więcej czasu na rozmowie, to wtedy lepiej się go pozna. To miałam na myśli....

      - No wiesz, ja to tam nie wiem, co chodzi mu w jego lokowatej łepetynie. - zaśmiał się chytrze.

Margaret dyskretnie pociągnęła go za rękaw, by w końcu przestał z docinkami. Znała prawdę i wiedziała, że jego słowa mogą bardzo ranić Alice. Aktorka ukrywała swoją złość i gdyby nie Margaret, jej brat już dawno zostałby spoliczkowany za takie słowa. Strasznie działał jej na nerwy.

Jego opiekuńczość była tak obrzydliwa, że ledwo co ją wytrzymywała.

Pół godziny później wrócili do hotelu, a Alice wreszcie mogła odpocząć od towarzystwa swojego wkurzającego brata. Jednak zanim zniknęła za drzwiami dostała tajemniczy list, który w ogóle nie posiadał adresata ani nadawcy. Ostrożnie wysunęła małą kartkę i zatopiła się w słowach, które razem tworzyły wiersz. I to nie byle jaki! Romantico dla Alice...

Po przeczytaniu, dziewczyna była zbyt zmęczona by wnioskować, kto mógłby pisać takie rzeczy.

Wiedziała jednak, że to pewnie jakiś jej cichy wielbiciel, który nie chciał się na razie jej ujawniać.

Widząc późną godzinę na zegarze, wiedziała, że w Los Angeles jest teraz południe.

Przed pójściem spać, wzięła jeszcze prysznic i siedząc na łóżku, susząc w tym czasie włosy, postanowiła zadzwonić do Michaela i zapytać się, co tam u niego.

Po kilku sygnałach wreszcie usłyszała jego melodyjny, nieco cichy głos.

     - Cześć, nie przeszkadzam? - zapytała, ciesząc się, że mogła go usłyszeć.

     - Alice! Tak się cieszę, że dzwonisz. Nie, skądże. Dla ciebie zawsze znajdę czas. Jak minęła podróż?

     - Wiesz, można by powiedzieć, że nawet nudno. Tęsknię za wami, wiesz?

      - No proszę. Alice za nami tęskni? Myślałem, że będziesz szczęśliwa, że nie musisz pana brzydala widzieć na oczy - w tym momencie aktorka usłyszała radosny chichot piosenkarza.

     - Wiesz, szczerze to brakuje mi twojej brzydoty. Nie to co taki jeden facet z czarnymi jak noc oczami.

       - Uuuu, czyżbyś miała jakiegoś na oku? No, słucham, słucham...

       - Nigdy! Wiesz jaki on jest paskudny? Prędzej wolałabym się poćwiartować, niż chodzić z tym panem od żelu do włosów. Włosy miał jak jeż, a oczy niczym wielkie, czarne dziury.

       - Ostro jedziesz, ciekaw jestem, jakie masz uwagi jeśli chodzi o mnie. - Michael cicho się zaśmiał, a po chwili dodał- Poczekaj, bo dzieci chcą z tobą porozmawiać. Dam ci je.

Aktorka słysząc głosy pociech Michaela, czuła radość taką samą, jak była razem z nimi.

Słuchała i odpowiadała na ich pytania z uśmiechem, a kiedy Michael zdążył jeszcze się pożegnać, aktorka czuła wszystkie uczucia naraz.

       - Nawet nie wiesz, jak cię nam tutaj brakuje.

       - Wierzę. Mi was również. Chciałabym teraz was wszystkich mocno przytulić i wycałować.

       - Uuu, mnie też?

        - Tak, ciebie też brzydalu. - zaśmiała się aktorka.

        - Dobranoc Ślicznotko. Wiem, że teraz kładziesz się spać. Życzę ci dobrej nocy. Zadzwoń jutro, dobrze?

        - Oczywiście. Do jutra Mike. Spędźcie miłe popołudnie.

     Kiedy się rozłączyli, aktorka z radością w sercu położyła się i wpatrywała się w sufit.

Jego głos... Jego śmiech... Czuła się, gdyby przy nim była.

Wiedziała, że dzięki niemu, ta noc nie będzie taka straszna.

Zresztą... Tej nocy w jej śnie Michael odgrywał główną rolę... A jaką? To zostanie już jej słodką tajemnicą :)
 Brandon Silley

środa, 1 kwietnia 2015

Ogłoszenia, podziękowania = WSZYSTKO W JEDNYM :D

Witajcie!

    Och, jak dobrze, że sprawdzian mam już za sobą. ^^
Dziękuję za Wasze wsparcie i ciepłe słowa :)
Przyznam, że próbny był nawet trudniejszy niż ten co dzisiaj pisałam...
Pochwalę się, że na zadaniu z polskiego, było trzeba napisać opowiadanie...
Oczywiście dwóch bohaterów wzorowałam na Alice oraz Michaela. Tyle, że Alice była jako mała dziewczynka, a Michael jako jej przyjaciel, który musiał ją opuścić :D
Nazwisk bohaterów nie podawałam, więc chyba nikt się nie skapnie, że wzorowałam jedną postać na prawdziwym człowieku, hihi ^^ XD

No, ale do rzeczy...

Jak mogliście zauważyć, na blogu jest już ponad... Uwaga!... 2000 wyświetleń!!
Z całego serca Wam dziękuję. Za wszystko - za odwiedziny, komentarze... Za to, że jesteście <3
Po prostu Was Kocham <3 <3
Z tej okazji, postanowiłam napisać dla Was niespodziankę, która będzie...
 A tego już Wam nie powiem ^^ Musicie być czujni, to wtedy się dowiecie :D
Jeśli chodzi o " You & Me" to zgodnie z planem, pojawi się w sobotę.

Zbliża się Wielkanoc, więc chcę Wam wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia z tej okazji.

Ciepłych, radosnych i słonecznych (OBY!) świąt Wielkiej Nocy,
dużo zdrowia, miłej atmosfery, smacznego jajka, Wesołego Zajączka oraz mokrego Śmingusa-Dyngusa, życzę wszystkim moim Czytelnikom i również wspaniałym pisarzom.

Kocham Was i pozdrawiam gorąco!
Do zobaczenia w sobotę!
Susie.

piątek, 27 marca 2015

You & Me - XI

      Następnego dnia, Michael strasznie  się cieszył , że dzisiaj dostanie kilka wskazówek, aby zdobyć serce ukochanej.

Ale chwila! Alice miałaby go nauczyć, jak zdobyć jej serce?

Dopiero teraz dotarło do niego, że to najgłupszy pomysł w życiu...

Aktorka cały dzień spędziła z jego dziećmi, bawiąc się i radując razem z nimi.

Piosenkarz wykorzystał ten czas, by wymyślić kolejną cudowną piosenkę, tym razem była to Speechless.

Jak zwykle wykorzystał to, co czuł w danej chwili. Miłość do dzieci i do Alice. Jego Alice...

       Nastał wieczór.

Dzieci Michaela miały swój wolny czas, natomiast on... szykował się na lekcje.

Przygotował czerwony obrus, dwie perłowego koloru świece oraz kieliszki z  czerwonym winem.

Nie pił często alkoholu, ale uważał, że taki element może podkreślić jego romantyzm.

Sam również nie był ubrany byle jak. Biała koszula i czarna marynarka... Czuł, jakby to była prawdziwa randka, niż tylko zwykła lekcja.

Alice zeszła do salonu i miło się zaskoczyła. Nie sądziła, że piosenkarz może się tak bardzo postarać.

        - I jak? Może być? - usłyszała głos za sobą, więc natychmiast się odwróciła.

Michael stał, zerkając na nią i trzymając za sobą dłonie. Wstydził się.

"Rany... Jaki on elegancki. Och, aby tylko nie brał tego na serio..." - pomyślała aktorka, mierząc go od stóp do głów.

       - Tak, jestem w szoku. No, powiem... postarałeś się.

Michael zarumienił się nieco. Jego starania zostały docenione.

      - Dziękuję. No dobrze, to od czego zaczynamy?

Dziewczyna podeszła bliżej i delikatnie dotknęła jego ramion. Był bardzo spięty. Czuła to.

      - Rozluźnij się. Staraj się nie denerwować, bo kobiety to szybko zauważą.

      - No tak. Wy wszystko wiecie.

Alice zaśmiała się cicho, widząc jak przewraca oczami.

      - Dobrze, widzę, że to będzie ciężka nauka. Cóż, tak bywa. No uczniu, ale myślę, że zdasz egzamin na 4+.

      - 4+? Nigdy! Będzie 6!

Mężczyzna zaśmiał się i poprowadził dziewczynę do stołu. Odsunął jej krzesło, by mogła wygodnie usiąść, a po chwili i on usiadł naprzeciw niej.

     - W porządku. Na razie wszystko idzie wspaniale. Wiesz, że musisz spoglądać na kobietę uwodzicielskim spojrzeniem, prawda?

      - Tak. W tym chyba mam wprawę.

      - To pokaż. Jeśli uda ci się mnie uwieść, to znaczy że mówisz prawdę.

Michael zaśmiał się cicho, a po chwili spojrzał na nią i przygryzł sobie nieco dolną wargę.

Zabawnie podniósł swoje brwi, uważając aby się nie zaśmiać.

- No cześć piękna. Co tam? - rzekł, tłumiąc w sobie śmiech.

Dziewczyna z zainteresowaniem się mu przyglądała, a po chwili odwróciła głowę.

     - Przestań! Już ci wierzę! Już, dobrze... - odrzekła, zasłaniając sobie oczy.

     - Urzekłem cię? Ha! Mówiłem, że mam wprawę.

     - Tak, właśnie widzę.

Alice znów na niego spojrzała i westchnęła, przewracając oczami. Uderzyła go delikatnie stopą w nogę i zaśmiała się, widząc jego zdziwioną minę.

     - Za co to? - zapytał zdezorientowany.

     - Nauczycielek się nie podrywa. Dzwonię po rodziców.

Muzyk cicho zachichotał i zrobił minkę zbitego pieska.

      - Prze pani... To się już nigdy nie powtórzy.

W ukryciu zrobił znak kłamstwa, aby Alice tego nie zauważyła.

Dziewczyna poprawiła swoje włosy i zamyśliła się.

    - Dobrze, pamiętaj aby mówić od czasu do czasu komplementy, tylko nie przesadzaj.
I zahaczaj o te tematy, którą Marie interesują.

     - Yhm... No zgoda. A tak mogę robić?

Mężczyzna chwycił jej dłoń i zaczął powoli głaskać kciukiem. Dziewczyna poczuła dziwne uczucie po tym geście.

    - Tak. Tylko nie za szybko. - westchnęła cicho, uważając, aby Michael nie zauważył jej zawstydzenia.

     - Wiem, tak samo jak z całowaniem. - mówiąc to, odsunął swoją dłoń, uśmiechając się szeroko.

     - Ulala, już pocałunek ci się marzy?

     - Nie, ale wiem, że zdarza się i tak, że już na pierwszej randce para się całuje... Mam nadzieję, że w moim przypadku tak nie będzie.

     - Dokładnie. Hmm, a czym interesuje się Marie? Może poradzę ci, na jaki temat najlepiej zahaczyć.

Muzyk zastanowił się, a po chwili odparł, drapiąc się nerwowo po dłoni.

     - Uwielbia historię, sztukę, literaturę oraz dzieci.

     - Podobnie jak ty. - stwierdziła Alice.
 
     - Owszem. To mnie bardzo cieszy, bo przynajmniej mamy takie same zainteresowania.

     - No w porządku. Hmm, a co sądzisz o tańcu?

     - Ale, że na pierwszej randce?

     - Jasne. Czasem w filmach są takie sceny, kiedy zakochany mężczyzna prosi dziewczynę o taniec na randce.

     - W sumie. Nie wiem, czy Marie lubi tańczyć. Mimo, że jestem tancerzem, to najlepiej mi wychodzi taniec w solówkę.

     - Ani nie mów! Sławny Michael Jackson nie umie układów towarzyskich? Nie wierzę. - dziewczyna zaśmiała się głośno.

     - Tego nie powiedziałem. Podstawy mam nawet dobre. Chciałabyś się przekonać? - zapytał kusząco.

     - Jasne! Zobaczysz, poznasz kolejną moją umiejętność.

Alice wstała i zerknęła na Michaela, który włączył z głośników cichą muzykę. Stanął za aktorką i położył swoją dłoń na jej talii.

     - Mmm, widzę, że zaczynasz z górnej półki.

      - Nie potrafisz tego tańca? Możemy zatańczyć klasyk.

      - Tego nie powiedziałam, uczniu.

Po krótkiej chwili oboje zatracili się namiętnym tańcu, przy którym każdy starał się jak mógł.

Michael wpatrywał się w Alice z uwagą, czuł, że ona ma w sobie jeszcze wiele talentów. Zresztą... W jednym filmie grała nauczycielkę tańca, więc musiała się nauczyć podstawowych kroków.

     Kiedy muzyka się zakończyła, ich twarze dzieliły małe centymetry. Wpatrywali się w siebie i głośno oddychali. Wtedy aktorka zauważyła w oczach piosenkarza iskierki radości i... miłości?

     - Jesteś wspaniała Alice. - wysapał Michael.

     - Ma się rozumieć. Sądzę, że zdałeś egzamin na 5+.

     - Musisz być taka surowa? - rzekł smutno.

     - Wiesz, gdybyś zaczynał taniec od początku, chwyt przy talii nie zawsze może się każdej kobiecie spodobać.

Dziewczyna zaśmiała się i cmoknęła go w czubek nosa. Rozluźniła uścisk i poszła po butelkę wody.

Napiła się i zerknęła na Michaela, który odpiął sobie kilka guzików koszuli.

"Mmm, albo się popisuje albo sprawiłam, że mu temperatura podskoczyła" - pomyślała, obserwując go bacznie.

     - Co się tak przyglądasz? Spodobałem ci się?

      - Wiesz, większość kobiet uważa cię za ciacho. Ale nie jesteś w mojej lidze, więc przykro mi - rzekła, żartując i udając smutną minkę.

     - Tak, tak. Piękna niewiasta udaje niewiniątko.

     - Dobrze, łamaczu serc. Chodźmy lepiej sprawdzić, co robią twoje dzieci.

Piosenkarz zgodził się z jej pomysłem, więc udał się razem z nią do pokoju pociech.

Cała trójka usnęła przed telewizorem, przykryta bordowym kocem.

Alice spojrzała porozumiewawczo na Michaela i po cichu wyłączyła telewizor. Po chwili ona, jak i on położyli każde dziecko do łóżek.

Złożyli im jeszcze pocałunek w czoło na dobranoc i wyszli z pokoju.

      - Dobrze, że nie siedzieli zbyt długo oglądając filmy. - powiedział muzyk.

      - Zgadzam się, ale spójrz, która godzina. Za niedługo 22:00, więc to późna pora, nie sądzisz?

       - Tak. My też powinniśmy iść już spać. Dziękuję ci za naukę. Pomogłaś mi.
     
       - Och, drobiazg. Dobranoc Michael.

       - Dobranoc Ślicznotko.

Piosenkarz ucałował ją w policzek i znikł za drzwiami swojej sypialni. Alice będąc zadowolona, również poszła do swojej "komnaty" by jak najszybciej udać się w krainę snu...
















Witajcie :D
Rany, jestem w szoku...

Dwie notki z rzędu (wczoraj i dzisiaj) ... SZAŁ xD
Ale Wy się chyba cieszycie, co nie? :)
No oczywiście, przecież ja to robię tylko dla Was :D

Ale spokojnie, już zwolnię i następna notka pojawi się w następną sobotę :) {nie, nie jutro xD}
Pozdrawiam Was Kochani.
Susie.

czwartek, 26 marca 2015

You & Me - X

     Kochani! Witam Was! 
Na szczęście udało mi się dzisiaj coś napisać. Zapomniałam, że mam w tym tygodniu rekolekcje, więc wcześniej wracam do domu i mam wiele czasu na wymyślanie i pisanie. 
Poza tym nie wytrzymałabym bez was tak długiej rozłąki. No dobrze, kończę gadanie. Miłego czytania :)     


     Minął tydzień.

Tego dnia, Alice postanowiła zrobić razem z dziećmi niespodziankę Michaelowi z okazji jego urodzin. Wiedziała, że pewnie się z tego ucieszy.

Ranem, kiedy Michael jeszcze spał, obudziła jego dzieci, które były o tym uprzedzone dzień wcześniej.

Nawet Blanket nie miał nic przeciwko temu, który zazwyczaj wolał wyspać się do późnych godzin porannych.

Dzieci po cichu zeszły do kuchni, gdzie czekała już na nich Alice oraz Samanta.

       - Jaką niespodziankę chcielibyście zrobić tacie? - zapytała aktorka, widząc jak jego pociechy szepczą coś sobie do ucha.

       - Tort! Taki ogromny! - odrzekł radośnie najmłodszy syn Michaela, stając pomiędzy aktorką, a kucharką.

       - Hmm, no w porządku, ale może na śniadanie przygotujemy naleśniki, co wy na to? Tylko musimy być cicho, aby nie zbudzić tatę.

Dzieci natychmiast się zgodziły i każdy miał przydzielone zadanie. Blanket razem z Alice przyszykowali jadalnię, a Paris, Prince oraz Samanta powoli przygotowali śniadanie.

Alice widząc zapał dzieci, była przeszczęśliwa. Wiedziała, że ich ojciec również będzie zachwycony pomysłem. Dzień wcześniej każde z dzieci własnoręcznie szykowało prezent dla taty, które i tak nie było w stanie przekazać całej miłości, którą w sobie trzymały.

Były bardzo mu wdzięczne za wszystko, co dla nich robił. Starał się, aby były bezpieczne, chronił ich przed złem, które czyhało na tym świecie. Chciał, aby miały normalne dzieciństwo, którego on nigdy nie poznał.

     Kiedy przygotowania szły bardzo sprawnie, Alice dostała wiadomość od swojej przyjaciółki, aby do niej zadzwoniła.

Przeprosiła na chwilę dzieci oraz Samantę i wyszła na dwór, aby móc spokojnie porozmawiać z Margaret.

    - Halo? Alice? Dzwonił do Ciebie Nicholas? - usłyszała jej radosny głos.

     - Cześć. Nie. A coś się stało?

     - Tak! Dostałam list, że mnie przyjęli do filmu! Podobno mam wcielić się w siostrę Kate, którą ty grasz! Kate jest główną bohaterką!

     - Naprawdę? - dziewczyna nie kryła radości.

     - Tak! Jest już cały spis, kto kogo ma zagrać. Nicholas mówił, że zadzwoni do ciebie, ale może zapomniał. Wiesz jak to z nim czasem jest.

     - Taak... Na niego polegać. - dziewczyna cicho westchnęła, a po chwili dodała- Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś.

     - Nie ma sprawy. Za dwa tygodnie musimy lecieć do Londynu... Och, ja mogłabym nawet i dzisiaj.

Alice poczuła dziwne uczucie. Już za dwa tygodnie?! Przecież miała jeszcze tyle planów, w których główną rolę odgrywał Michael... Wiedziała, że kręcenie filmu zajmuje wiele miesięcy. Nie chciała go opuszczać. Kochała go i mimo, że byli tylko przyjaciółmi, nie wyobrażała sobie dotychczas, że opuści go nawet na pół roku.

      - Alice? Jesteś tam? - wyrwał ją z myśli głos Margaret.

      - Tak, jestem. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś. To co, widzimy się za dwa tygodnie?

      - Tak. Do zobaczenia.

    Dziewczyna rozłączyła się i poczuła napływ smutku. Chciała występować w tym filmie, ale z drugiej strony... nie chciała opuszczać Michaela.

Po kilkudziesięciu minutach usłyszała radosny śmiech czarnowłosego mężczyzny. Ten jego charakterystyczny śmiech każdy mógł rozpoznać.

Alice weszła do kuchni i widząc, jak dzieci tulą swojego ojca, uśmiechnęła się szeroko, czując jak miód zalewa jej serce.

     - Alice! Zobacz, jaka niespodzianka mnie spotkała - rzekł do niej muzyk, śmiejąc się cicho razem z dziećmi.

     - Wszystkiego najlepszego Michael. W końcu to twoje urodziny.

      - Och, dziękuję wam wszystkim. Jestem wzruszony.

Wszyscy zasiedli do śniadania, nawet Samanta, którą musiał błagać Michael.

Po skończonym posiłku, wszyscy poszli się przebrać, a po godzinie zaczęli zjeżdżać się goście, którzy również chcieli składać Michaelowi życzenia. Mimo tego, że Michael był Świadkiem Jehowym, którzy nie obchodzili swoich urodzin, on nie chciał aby jego dzieci zostały pozbawione tej przyjemności składania mu życzeń, czy małych prezentów.

Siedząc w ogrodzie razem z zebraną rodziną Michaela, jego dzieci od razu przyszykowały sobie mały wierszyk, które same napisały. ( Z małą pomocą Alice, ale to można wykluczyć :) )

Cała trójka stanęła w szeregu na środku widoku z dumą recytowała swoje wiersze.

Michael widząc ich, czuł jak jego oczy robią się wilgotne z łez wzruszenia.

Alice stanęła z boku i robiła zdjęcia, widząc jego wzruszenie.

Najmłodszy z trójki pod koniec pomylił nie chcący słowa i wiedząc, że wszystko zniszczył, poczuł wielki smutek i miał ochotę się rozpłakać. Alice bez namysłu podeszła do chłopca i próbowała go pocieszyć, szepcząc mu prawidłowe słowa.

Michael przejął się jego zachowaniem, więc słuchając z powrotem powtórki ostatnich słów, wstał i przytulił swoje pociechy.

Potem każde z dzieci wręczało mu prezenty.

Prince przygotował własnoręcznie album ze zdjęciami, Paris ulepiła figurkę Dzwoneczka z gliny, a Blanket narysował całą czwórkę na tle wielkiej łąki.

      Każdy z gości złożył mu najserdeczniejsze życzenia i drobne upominki, widząc Michaela bardzo szczęśliwego.

Impreza urodzinowa była bardzo skromna, ale jakże przepełniona radością i miłością.
Alice nie wiedziała, jak powiedzieć Michaelowi, że za tydzień będzie musiała wyjechać z Neverlandu, by drugi tydzień poświęcić na przygotowaniach do podróży.

     Widząc jego radosny uśmiech, bawiącego się razem z dziećmi, było jej bardzo smutno.

Natomiast on wszystko to widział. Widział, że Alice nie była tak radosna jak zawsze.

Podszedł do niej i zapytał, spoglądając jej w oczy.

      - Co się dzieje? Jesteś jakaś smutna.

      - Muszę ci coś powiedzieć. Czy możemy na chwilę iść gdzieś dalej?

Michael westchnął cicho i odwrócił się w stronę w gości, którzy bawili się świetnie, nie zauważając nawet, że poszedł do aktorki.

        - Myślę, że tak. I tak się świetnie bawią, że nie zauważą mojej nieobecności.

Michael poszedł z Alice w stronę małego źródełka, gdzie dziewczyna biorąc kilka wdechów, wyciągnęła mały podarunek.

        - Za tydzień będę musiała wyjechać z Neverlandu. Przyjęli mnie do roli i za dwa tygodnie lecę do Londynu. Przepraszam, że zasmucą cię tą wiadomością, ale chcę ci coś podarować.

Aktorka chwyciła dłoń Michaela i zostawiła mu małą czarną bransoletkę ze znakiem nieskończoności.

Mężczyzna zerknął na biżuterię, a Alice kontynuowała.

       - Jest wygrawerowane moje i twoje imię. Chcę, abyś nigdy o mnie nie zapomniał. Możliwe, że wyjadę na kilka miesięcy i nie wiem, kiedy się znów zobaczymy.

Michael bez namysłu mocno ją przytulił. Tego już było za wiele. Nie mogła go zostawić.

Nie wyobraża sobie, że przez te kilkanaście miesięcy nie będzie mógł jej zobaczyć.

     - Dziękuję. Dziękuję za wszystko. - tylko to zdołał powiedzieć.

Stojąc oboje, tak przytuleni, czuli jak ich serca biją w szybkim tempie.

Mieli tylko tydzień... Tydzień, za nim ich drogi się rozejdą na długą rozłąkę.

     - Nie powinniśmy się smucić. Mamy tydzień, który wspaniale wykorzystamy. Jeśli chcesz, mogę jutro nauczyć cię tych sztuczek. - odrzekła dziewczyna, widząc jego smutek na twarzy.

"Och, muszę jej powiedzieć prawdę. Teraz albo nigdy" - pomyślał mężczyzna, patrząc jej w oczy.

     - Alice, ja... Ja muszę ci coś powiedzieć. - wziął głęboki wdech i już miał mówić, kiedy zauważył swojego brata, zerkającego zza drzewa.

     - No, mów, mów. - jego brat cicho szeptał, wychylając się bardziej, aż zahaczył o gałąź.

Dziewczyna szybko się odwróciła i zauważyła mężczyznę, który natychmiast się ukrył.

     - Widzimy cię. - odparł Michael, czując w środku wściekłość, że jego brat tak się zachował...

      - Sprawdzałem drzewo. Ma mocną korę - odrzekł Marlon, klepiąc je.

       - Jasne. Cały czas tu byłeś, co?

Brat Michaela cicho się zaśmiał i pokiwał przecząco głową.

      - Dobra, wracajcie, bo przecież zaraz wszyscy się kapną, że was gdzieś wywiało.

Alice oraz Michael cicho westchnęli i bez słów wrócili do reszty.

Dziewczyna czuła małą ulgę, że piosenkarz już o wszystkim wie. Była też ciekawa, co chciał jej powiedzieć, ale widziała, że nie chciał do tego wracać. Ciekawe czemu?

Może to było coś ważnego, że tylko ona mogłaby o tym powiedzieć, a może po prostu się bał.

Zerkając od czasu do czasu, widziała jego uśmiechniętą twarz. Ale oczy... Oczy mówiły co innego.

Gdyby przypatrzyła się dokładniej, zauważyłaby mały smutek.

Od tego czasu, Michael cały czas nosił bransoletkę, którą dostał. Przypominałaby mu o niej oraz całe jego przygody z nią związane.

Wiedział, że w Londynie ona mogłaby kogoś poznać, by później się w tej osobie zakochać.

Mimo to, on obiecał sobie, że jego miłość zostanie przeznaczona dla niej. Nigdy nie pokochał kogoś tak mocno jak Alice. Nawet Lisy Marie Presley. Alice była według niego ideałem. Cenił jej piękno, które trzymała w sobie.  Wyglądem zewnętrznym przypominała mu boginię, którą czasem widział na ilustracjach w księgach. Tylko... czy ona mogłaby jego pokochać?

Siedząc na krześle obserwował ją, kiedy bawiła się ze wszystkimi dziećmi. Znał już ją bardzo dobrze i umiał wyłapać podobne cechy, które i on posiadał. Wiedział, że ona również kocha bardzo mocno dzieci. Gdyby była w przyszłości matką, jej dziecko byłoby bardzo szczęśliwe.

      Po kilkunastu godzinach wszyscy goście zaczęli się zbierać do domów. Mimo próśb Michaela, aby wszyscy zostali, każdy znalazł wymówkę, by nie przedłużać długo spotkania. Wiedzieli, że piosenkarz chciałby spędzić resztę czasu ze swoimi dziećmi i tajemniczą partnerką, o której jedynie dobrze wiedziała Janet.

Pod ich nieobecność, każdy zadawał sobie pytanie, kimże jest Alice. Dlaczego mieszka w Neverlandzie? Czy ją łączy coś z Michaelem? Zastanawiali się, czy aktorka nie jest przypadkiem jego dziewczyną.

Kiedy goście się rozeszli, zaczęło się ściemniać.

Michael razem z Alice postanowili wszystko posprzątać. Od czasu do czasu ich spojrzenia się spotykały, lecz jedna ze stron zawsze odwracała wzrok, aby się nie zarumienić.

      Piosenkarz czuł, że teraz to nie odpowiedni moment na wyznanie, więc postanowił czekać. Czekać, aż nadejdzie ten czas...

      - To jutro zaczynamy lekcje? - odezwała się wreszcie aktorka po długiej ciszy.

      - Tak. Mam nadzieję, że sprawdzianów mi nie zrobisz - zażartował Michael.

      - Hmm, czemu by nie. Dobry pomysł.

Michael zwilżył nieco usta i westchnął. Aktorka odwróciła się w jego stronę i idąc do tyłu, wybuchnęła śmiechem.

     - Widzę, że Mr. Beautiful się zawstydził.

      - Słucham? - zapytał nieco weselej Michael.

      - Mr. Beautiful. Chyba mogę tak na ciebie mówić, co? A zresztą... Nie jesteś warty tego mienia.

       - Sugerujesz, że jestem brzydki? - muzyk nie krył zaskoczenia.

       - Strasznie, wiesz? Normalnie... Jak noc. - dziewczyna znów się zaśmiała, widząc jego minę.

Uwielbiała czasem stroić mu żarty, chociaż on zawsze odpłacał się czymś gorszym.

       - Ach, tak? To teraz zobaczysz, piękna niewiasto, co ci zrobię.
Michael wziął ją szybko na ręce i pobiegł w stronę basenu. Nim Alice zdążyła się jakoś obronić, mężczyzna wrzucił ją do basenu, śmiejąc się głośno.

Aktorka wynurzyła się i zmrużyła groźnie oczy.

     - I jak się miewa pięknisia?

      - Jak cię dorwę...

Piosenkarz przykucnął blisko krawędzi i uśmiechnął się szeroko.

Aktorka wykorzystała tą chwilę i pociągnęła go mocno za nogawkę.

Po chwili i muzyk wylądował w basenie.

     - A niech cię! - krzyknął, kiedy wynurzył się i poprawił swoje mokre włosy.

     - Ze mną się nie zadziera, panie brzydalu.

Dziewczyna zaczęła go chlapać i uciekać ile sił. Niestety, woda nie jest wspomagaczem ucieczki.

Kiedy Michael w końcu ją złapał, przyciągnął ją mocno do siebie i zaśmiał się.

Dziewczyna spojrzała mu w oczy i czując szybsze bicie serca, zarumieniła się.

     - Przeproś.

      - Ciebie? Nigdy. A jak ta Marie też cię tak nazwie, to co zrobisz?

       - To też ją wrzucę do wody.

       - I przyciągniesz do siebie, jak mnie teraz?

       - Nie. Ty jesteś Alice. Ona jest Marie. Tyle w tym temacie.

       - Tyle, że ja jestem Alice Marie Keys.

Chwila! Przecież teraz Michael dał jej wskazówkę! Muzyk puścił ją i wyszedł pierwszy z basenu.

Aktorka zastanowiła się, bo coś jej nie pasowało.

      - Idziesz? Czy ci pomóc? - usłyszała po chwili głos piosenkarza.

      - Już, już idę.

Dziewczyna myśląc, wyszła z basenu, a po chwili usłyszała śmiech dzieci. Okazało się, że cały czas im się przyglądali i widząc ich mokrych, mieli niezły ubaw.

Michael szybko pogonił dzieci do domu, śmiejąc się razem z nimi.

Alice natomiast powoli się wszystkiego domyślała. On mówił o niej. Pytanie tylko, dlaczego kłamał?

Tej zagadki nie uda jej się rozwiązać... Nie teraz.

niedziela, 22 marca 2015

You & Me - IX

Witajcie :D
Przed czytaniem, chcę Was powiadomić o smutnej wiadomości.
Prawdopodonie przez te dwa tygodnie nie pojawi się żadna notka. Są dwa powody:
1. Jedyny wolny czas od szkoły, który mam to sobota. Niestety, ostatnio większość dnia zostało poświęcone na korepetycje, po których nie mam nawet siły myśleć o opowiadaniu.
2. 1 kwietnia jest sprawdzian szóstoklasisty, do którego niestety przystępuję. Nie czuję jako takiego stresu, ale przez nacisk ze strony nauczycieli w szkole daje mi dwa razy tyle, niż stres, który czasem odczuwamy. Z tych też powodów przerywam pisanie, aby nie nawalić w opowiadaniach oraz aby bardziej skupić się na szkole.
Dziękuję, że jesteście ze mną. Kocham Was wszystkich <3
Susie.


Następnego dnia, Michael obudził się w bardzo dobrym humorze.

Mimo iż był wczesny ranek, wstał bez problemu. Ciesząc się, że dzisiejszego dnia mają przyjechać jego dzieci, postanowił znów popracować nad nową piosenką.

Kiedy był już przebrany, udał się do domowego studia, gdzie miał zacząć nowe prace.

Idąc korytarzem, usłyszał czyiś głos. Kobiecy głos... Bez namysłu postanowił iść w kierunku pomieszczenia, skąd słyszał dźwięk.

Ujrzał Janet, która trzymając tekst piosenki, czytała ją na głos. Po kilku minutach doznał olśnienia!

Czyżby jego siostra specjalnie "sznupała" w jego rzeczach? Tak, to z pewnością był tekst Don't Walk Away. Wszedł do pokoju i stanął nieco zły.

- Skąd masz ten tekst? - zapytał, przerywając czytanie Janet.

Jego siostra, spojrzała zaskoczona obecnością brata. Jej twarz oblała się lekkim rumieńcem i niepostrzeżenie postanowiła ukryć dowód "sznupania"

- Jaki tekst? Ja nie widziałam żadnego tekstu.

Michael zignorował jej słowa, po czym szybko wziął kartki, które trzymała i nie kryjąc oburzenia, odwrócił się bez słowa.

- Oj, no weź. Chciałam poczytać. Poza tym... Ostatnio piszesz to, co faktycznie wydarzyło się w twoim życiu. Czyżby była taka dziewczyna? - zerknęła na niego Janet, czując, że uderzyła w sedno sprawy.

Mężczyzna westchnął cicho i przymykając na chwilę powieki, odwrócił się i spojrzał na siostrę.

- Tak. Jest taka. I co z tego? Nie mogę już tworzyć takich piosenek?

- Ależ możesz. Pytanie... Kim ona jest?

Michael usiadł obok siostry i schował twarz w dłoniach. Nie wiedział, czy powinien teraz wyjawiać Janet prawdę.

- Powiedz... Znam ją?

Muzyk zerknął na nią i pokiwał twierdząco głową.

- Tak, znasz ją. Widziałaś, rozmawiałaś...

Janet zamyśliła się. O kim mógł mówić jej brat. Nie... to nie mogła być Alice... Przecież jeszcze dzień wcześniej Mike zaprzeczał, że ją kocha. Mówił, że są tylko przyjaciółmi... Czyżby prawda okazała się inna?

- Mike... Ty chyba nie mówisz o...

- O Alice? Ehh... Czy to tak widać? Dlaczego nie potrafię normalnie do tego podejść?

Mężczyzna zerknął ze smutkiem na tekst piosenki, a jego siostra z lekkim namysłem chciała jakoś go pocieszyć. Ostatnią osobą, którą szczerze kochał, była Lisa Marie Presley... Większość ludzi jednak uważała ten związek za fikcję... Ale przecież to "oczywiste" że Michael Jackson woli przebywać w gronie dzieci, a szczególnie chłopców... Och, ten świat stał się zbyt dziwny, by wysłuchać co ma do opowiedzenia druga, pokrzywdzona osoba, bo inni wiedzą więcej, niż ona sama.. Prasa przykleiła mu łatkę "pedofil", a większość ludzi nabrała się na to. Tyle tylko, że nic nie wiedzą o Michaelu. Nawet nie próbują poznać i zrozumieć pewnych jego zachowań.
Uniewinnienia nic nie dały. Ludzie nadal patrzą i patrzeć będą na niego z obrzydzeniem...

- Michael, może wyjaw jej to. Przecież tak samo bałeś się o Lisę Marie, a potem? Wzięliście ślub.

- Janet, ale Lisa Marie to co innego. Alice nie jest mną zainteresowana, a poza tym pewnie ma traumę po związku z Andrewem. Nie chcę, aby mnie się również bała. Rozumiesz?

Piosenkarka pokiwała głową, a jej brat po chwili wstał i wyszedł z pomieszczenia.

Wszystko się wydało. Zapewne jego siostra powie rodzeństwu albo co gorsza, swojemu przyszłemu mężowi, o tym, że jej brat się zakochał w sławnej aktorce. O zgrozo... Oby ta tajemnica nie wymknęła się do prasy... Wszyscy by mieli radochę, a Alice? Alice była by pewnie smutna, że została oszukana... Po kilkunastu minutach, siedząc w kuchni, Michael ujrzał aktorkę, która miała nieco opuchniętą od płaczu twarz. Zauważył również, że Alice nie była wesoła, tak jak dzień wcześniej.

- Witaj Alice, jak się spało? - starał się poprawić jej humor.

- Witaj. Dobrze... a tobie? - dziewczyna usiadła naprzeciw i nawet nie zerknęła na niego.

Bała się, bała, że widząc jego przenikający wzrok znów poczuje  ból w sercu.

- Wspaniale. Twój pomysł był świetny, dziękuję.

Aktorka wymusiła delikatny uśmiech, aż poczuła jak mężczyzna kładzie swoją dłoń na jej ramieniu.

- Coś się stało? Dlaczego jesteś smutna?

Alice szybko próbowała wymyślić jakąś wymówkę...

- Miałam zły sen. Trochę popsuł mi humor, ale za niedługo mi przejdzie. A tobie coś się śniło?

Michael uśmiechnął się szeroko i westchnął, przypominając sobie sen.

- Śniła mi się jakaś dziewczyna... Niestety nie widziałem jej wyraźnie, ale jej głos... był taki cudowny. Jeszcze pocałunek... Ciekawe co ten sen oznacza.

Aktorka wiedziała już, że to przez nią mógł śnić się ten sen. Jedynie czego pragnęła, to aby nigdy się nie dowiedział, co ona zrobiła. Próbowała się nie rozpłakać, więc dyskretnie przetarła spływającą łzę, aż usłyszała dzwoniący telefon.

- Przepraszam, ale to ważne. - rzekła, kiedy zerknęła na ekran komórki.

Wstała i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia.

- Halo? - zapytała, rozglądając się, czy nie ma gdzieś w pobliżu Michaela.

- Alice? Boże, co się stało? Podobno jesteś u Jacksona. Nicholas mi wszystko wyjawił. Trzymasz się jakoś? - usłyszała głos Margaret, która była delikatnie mówiąc zasmucona brakiem oznaku życia swojej przyjaciółki.

- Tak, jest wszystko w porządku. Coś się stało?

- Pamiętasz chyba, że dzisiaj jest casting do nowego filmu? Wiesz, tego o którym zawsze marzyłaś.

Za trzy godziny wszyscy się zbierają. Idziesz, prawda?

- Cholercia... Zapomniałam - Alice spanikowała. Nie wiedziała co teraz ma uczynić.

- To zbieraj się, jak coś to Nicholas chciał po ciebie przyjechać... Czekaj... Dam ci go do telefonu.

Po krótkiej chwili usłyszała głos swojego brata. Był jakiś... radosny. Próbował się nie śmiać, ale

Alice słyszała jak razem z Margaret chichoczą.

- Za ile mam być? No chyba, że  Michael  będzie chciał ciebie podwieźć. A niech go Bóg chroni, bo mu kopa zasunę, jak coś źle zrobi - powiedział ostatnie zdanie przez zaciśnięte zęby.

- Jeszcze nic o tym nie wie. Porozmawiam z nim. Ale dziękuję, że się zapytałeś. I proszę cię, nie bądź tak źle do niego nastawiony. Proszę.

- Dobrze, dobrze. Pomyślę. Wiesz, że zawsze będę cię bronić. Kocham cię siostrzyczko.

- Ja ciebie również. - po chwili usłyszała, jak połączenie zostało przerwane. Cicho westchnęła i udała się do kuchni, w której przebywał Michael razem ze swoją siostrą.

Janet zerknęła na Alice i uśmiechnęła się do niej szeroko, popijając kawę.

Ona również zauważyła, że aktorka ma inny wyraz twarzy.

- Michael... Będę musiała za dwie godziny jechać w pewne miejsce. Chyba nie masz nic przeciwko? - szepnęła nieśmiało, siadając obok Janet.

- Nie, oczywiście, że nie. Podwiozę cię. Sam miałem coś załatwić, przynajmniej dzisiaj będę już miał to z głowy.

Podczas śniadania, które zostało przygotowane przez pana domu, niespodziewanie usłyszeli głosy dzieci. Na twarzy piosenkarza natychmiast zawitał szeroki uśmiech. Jego dzieci wreszcie wróciły...
Tak bardzo za nimi tęsknił.

Kiedy trójka małych szkrabów zjawiła się w kuchni, razem z jednym z bratanków Michaela, mężczyzna wstał i przytulił wszystkie swoje pociechy.

Oczywiście dzieci widząc Janet i Alice nie kryły radości. Kiedy wszyscy się przywitali, Blanket pierwszy pobiegł do Alice i wtulił się w nią mocno. Po chwili jego brat oraz siostra uczynili podobnie, stając obok aktorki.

- Jak było? Dobrze? - zapytała, usadowując Blanketa na swoich kolanach i zerkając od czasu do czasu na wszystkich.

- Wspaniale. No, gdyby nie paparazzi to było by perfekt. - cicho westchnął Prince, zerkając na swojego ojca.

- Ale za to TJ postarał się jak trzeba. Ale uwierz mi, nie potrafisz robić warkoczy - rzekła Paris, pokazując w żartach język TJ'owi.

- Bardzo śmieszne. Zobaczysz, już więcej nie wezmę cię do kina. Ciągle się śmiałaś, tak że o mało nie zostaliśmy wyproszeni z sali.

- Ale to nie moja wina, że facet widząc nas wszystkich zapomniał nalać coli do kubka. Wszystko się rozlało. Potem w czasie filmu ciągle mi się przypominało. - odrzekła, cicho chichocząc.

- Ciekawych rzeczy się dowiaduję - podsumował Michael, śmiejąc się cicho.

- A na ile będziesz ciociu? - zapytał po chwili Blanket, odwracając się w stronę Alice.

- Na kilka dni. Nie chcę, aby twój tata zbyt cierpiał z mojej obecności.

- Ej, nie mów tak. Zostań na ile chcesz. Przynajmniej zostań do moich urodzin, proszę... - zabłagał Michael.

- Tak! Do urodzin tatusia! Prosimy! - chórem odrzekły dzieci.

Aktorka zaśmiała się. Po raz pierwszy w tym dniu. W sercu piosenkarza zrobiło się nieco ciepło, widząc jej radość.

- No w porządku. Zostanę. I tak na razie będę musiała pojechać do studia filmowego na casting.

- Możemy również pojechać? - zapytała Paris, zerkając na ojca i na aktorkę.

Mężczyzna zerknął porozumiewawczo na aktorkę, a ta delikatnie się zawstydziła.

Jego wzrok przeszył ją na wylot. Pewnie gdy się złości, mógłby zabić człowieka wzrokiem. Dobrze, że ludzie nie mają takiej umiejętności.

- Myślę, że tak. Ale napewno chcecie?

- Tak! Chcemy! - rzekł uradowany Blanket.

Po chwili dzieci poszły do swoich pokoi szybko się przygotować, a mężczyzna zerknął na uśmiechniętą Alice.

- No dobrze, to w takim razie wujku ja już pojadę. - odrzekł TJ, kiedy przyglądał się zaistniałej przed chwilą sytuacją.

- Dzięki za wszystko. Mam u ciebie dług, ale już wiem jak go spłacić.

- Wystarczy, jeśli poradzisz nam trochę podczas nagrywania utworów, czy teledysków.

Kiedy TJ pożegnał się ze wszystkimi, Janet zerknęła na brata i odkładając talerze, odrzekła.

- No, skoro macie tyle planów, to może wrócę do siebie. Nie chcę wam przeszkadzać, a sama też mam dużo na głowie. Przyjadę w twoje urodziny, Mike.

- Już wracasz? Miałaś przecież zostać... na miesiąc? - odpowiedział po chwili muzyk.

- Żartowałam. Poza tym i tak przyjechałam tak na dwa dni. Jeden czy dwa... co to za różnica?

- No skoro tak uważasz. Ale za tydzień musisz być obowiązkowo!

- Ma się rozumieć, braciszku. Dobrze, idę się spakować. Alice, niech uda ci się pokonać wszelkie konkurencje. - wspierała ją również Janet.

- Dziękuję. Mam taką nadzieję - dziewczyna zaśmiała się.

W końcu Janet udała się do swojego pokoju, a Mike został sam z Alice. Wpatrywał się w nią i zastanawiał się, co było powodem jej płaczu. Wątpił, czy mówiła prawdę, jeśli chodzi o koszmar.

- Alice, ale na pewno nic się nie stało?

Dziewczyna cicho westchnęła i poprawiła swoje poncho.

- Tak, na pewno. Przepraszam, ale również pójdę się przygotować.

Jak najprędzej wyszła z pomieszczenia, tak aby nie przebywać zbyt długo obok Michaela.

Po pocałunku, który zbytnio przekreślił jej uczucia do Michaela, czuła się dziwnie. Siadając na łóżku ukryła twarz w dłonie, próbując sobie wszystko poukładać. Wzięła kilka głębokich oddechów i zerknęła na zegarek, który stał na szafce nocnej. Przypomniał jej się podarunek Michaela. Turkawki, które jej podarował leżały na szafeczce, aby codziennie Alice mogła je założyć.

Wzięła naszyjnik w dłonie i z uwagą się mu przyglądała. Dopiero wtedy zauważyła mały napis na jednej z turkawek:

"Dwa uczucia zawsze goszczą w sercu człowieka. Przyjaźnią otulasz serce osoby będącej samotnym. Miłością serce osoby, przy której czujesz się szczęśliwie."

Słowa te, niby skromne, miały wielką moc. Alice przez chwilę zamyśliła się, o co dokładnie chodzi.

Z namysłem zerknęła na drugą turkawkę, na której także widniał napis:

"Jeżeli kogoś cenisz, to znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem. Pamiętaj jednak, że niektórzy ukrywają uczucia przed innymi, a nawet przed samym sobą. Zastanów się, czy podarowując tą turkawkę osobie, kochasz ją, czy może tylko lubisz..."

Aktorka ze smutkiem westchnęła. W dniu, kiedy otrzymała prezent, Michael zapewniał ją, że uważa ją za jedną z najlepszych przyjaciół. Wiedziała, że w jego życiu jest inna... Musiała się pogodzić z faktem, że nigdy nie będą razem. Nie jest jej to pisane.

Po kilku minutach założyła na swoją szyję naszyjnik. Wzięła ubrania i szybko zaczęła się szykować, cały czas zastanawiając się nad słowami wygrawerowanymi na turkawkach.

"Gdyby Michael nie był taki tajemniczy. Ten mężczyzna ciągle mnie zaskakuje. Ciekawa jestem, kimże jest ta Marie" - pomyślała w duchu, rozczesując włosy.

Kiedy była gotowa, wyszła z pokoju i zerknęła na elegancko ubranego Michaela. Stał przy lustrze i zastanawiał się, którą marynarkę wybrać.

- Pomóc? - zapytała aktorka, widząc jego niezdecydowanie.

- Jeśli byś mogła. Zawsze mam z tym problem.

Dziewczyna podeszła bliżej muzyka i zerknęła na jego dwie marynarki. Jedna, czarna, z lekkim odcieniem szarości doskonale komponowała się z jego długimi, ciemnymi włosami. Druga, całkowicie biała, posiadające dwa paski kryształków pasowała do jego jasnej koszuli.

Po krótkiej chwili dziewczyna wybrała jego pierwszą marynarkę. Uważała, że będzie bardziej pasowała do niego i do całej sytuacji.

- Hmm, też tak myślałem. Dziękuję.

Mężczyzna posłał jej jeden z pięknych uśmiechów i delikatnie musnął ustami jej policzek.

Znów poczuła dziwne uczucie w środku. Oczywiście teraz to było nic, w porównaniu z uczuciem po pocałunku.

Kiedy wreszcie wszyscy byli gotowi ( w tym dzieci Michaela ) wyszli z domu i wsiedli do prywatnego auta Michaela, w którym siedział już jego ochroniarz, John.

Podróż trwała ponad godzinę, ale nawet ten fakt nie mógł zniszczyć wspaniałej atmosfery, która trwała w okół całej gromady.

Będąc już na miejscu, Alice zauważyła dużo innych aktorów. Bała się czy aby na pewno da radę ich pokonać.

- Pan Michael Jackson? A pan co tutaj robi? - zapytał po chwili jeden z reżyserów filmu, podchodząc do nich.

- Witam. Towarzyszę przyjaciółce, która bierze udział w castingu.

- Ach tak. Alice Keys. Cieszę się, że ma pani chęć wystąpienia w tym filmie.
Za kilka minut rozpocznie się casting, więc zapraszam już do środka.

Kiedy dziewczyna weszła do budynku, poczuła jak stres zaczyna ją obwładniać.

Dzieci Michaela  były pod wrażeniem, ponieważ nigdy wcześniej nie widziały, jak wygląda praca aktora za kulisami. Wcześniej mogły widzieć to oczami wyobraźni, kiedy ich tata opowiadał jak to
wyglądało w jego przypadku.

- Za rogiem jest wejście na widownię. Nie wiem, czy moglibyście wejść, ale możesz porozmawiać
Mike z reżyserem. - odrzekła Alice.

- Zobaczę. Wątpię aby się zgodzili, ale cóż... Będzie jak będzie. Mimo wszystko pamiętaj, że jesteśmy z tobą i gorąco kibicujemy.

Dzieci Michaela mocno uściskały Alice, a sam piosenkarz delikatnie przytulił ją do siebie, pragnąc aby ta chwila trwała wiecznie. Po chwili zauważyli jak dziewczyna znika za kulisami sceny.

Niestety, prośby piosenkarza nie zostały spełnione. Został, więc zmuszony do czekania na Alice w poczekalni, blisko garderoby.

Po 30 minutach czekania ujrzał Alice, która była w dość radosnym humorze.

- I jak? Co powiedzieli?

- Wyniki będą dopiero za kilka dni, do tygodnia. Jest zbyt dużo kandydatów i nie do końca są pewni dla kogo przypadnie główna rola.

- Gdybym sam był reżyserem, to z pewnością dałbym ci tą rolę.

- Och, tylko tak mówisz. Uwierz mi, inni również są nieziemscy.

Wracając do domu, Alice z uśmiechem na twarzy odpowiadała na wszelkie pytania pociech muzyka, które ciągle jej zadawały.

Było już długo po 12:00, więc wszyscy postanowili przygotować wspólny obiad. Podobnie było jak dzień wcześniej, tyle że dzięki pomocy Alice zostało to zrealizowane.

Resztę czasu spędzili na zabawie oraz na wymyślaniu nowych konkursów.

Kiedy dzień powoli dobiegał końca, dzieci Michaela po całym dniu wrażeń usnęły bardzo szybko.

Natomiast "duże dzieci" nie były jeszcze tak śpiące. Siedząc w salonie i zerkając na namalowane obrazy, które dzisiaj powstały przez dzieci Michaela, nie ukrywali uśmiechu na swoich twarzach.

- Mają talent. Ty zresztą także - odrzekła niespodziewanie Alice.

- Każdy ma ukryty talent. Ty masz również wiele talentów.

Dziewczyna oblała się delikatnie rumieńcem i zerknęła w stronę okna. Po chwili zapytała muzyka, o coś, co ją ostatnio bardzo męczyło.

- A gdzie poznałeś Marie? W ogóle... opowiedz mi coś o niej.

W jego głowie natychmiast zrodziły się pewne porównania, które mógł wykorzystać aby opisać ową "Marie".

- Ehmm... poznałem ją na pewnej gali. Podobnie jak ciebie. Była ze swoim bratem, aktorem. Jest szatynką o pięknych, brązowych oczach. Często zastanawia mnie jej tajemniczy charakter. Bywa nieśmiała i cicha. Czasem jednak jest pewna siebie i przepełniona nowymi pomysłami.
Podoba mi się jej styl bycia. Uwielbiam takie osoby, ale ona... ma coś w sobie takiego... no, że zawładnęła mym sercem - odrzekł bez odrobiny wytchnienia.

- Hmm, to wspaniale. Cieszę się, że jest taka osoba w twoim życiu.   - podsumowała Alice, czując w środku małe ukłucie.

- Tak. Dawno jej nie widziałem i trochę mnie to martwi. Mimo iż jesteśmy przyjaciółmi już kilka miesięcy, to nie wiem, czy między mną, a nią zaistnieje miłość.

- Nie martw się. Pomogę ci zdobyć jej serce. Kilka wskazówek na pewno nie zaszkodzi.

- Tak, wiem... A czy w twoim życiu jest jakiś mężczyzna?

- Chodzi ci o teraz, tak? Och... - Alice nie wiedziała co powiedzieć. Przecież nie mogła wyjawić mu prawdy. Postanowiła zaprzeczyć, aby nie stwarzać jakichś podejrzeń.

- Nie. Na razie nie. I nawet się cieszę. Przyjaciele i rodzina są ważniejsi...

Piosenkarz zaśmiał się cicho. Powiedziała to tak z łatwością, tak jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że miłość jest również pięknym uczuciem.

- Dziękuję ci za ten cały dzień. Był wspaniały - z uśmiechem rzekł Michael.

- To ja dziękuję za wasze wsparcie. Naprawdę.

Wzajemnie posyłając sobie uśmiechy, każdy z nich czuł jak ich serca płaczą. Duszą w sobie swoje prawdziwe uczucia.

Oboje, zakochani w sobie, stwarzają pozory, by nie wyjawić prawdy. Bojąc się, że znów zostaną zranieni zmyślają coś, co jest nieprawdą...

Pytanie tylko na jak długo będą tak udawać... Czy okaże się to korzystne?                                  





wtorek, 17 marca 2015

You & Me - VIII

      Minął tydzień.

Państwo Cascio musieli już wracać, ponieważ nie mogli pozwolić sobie na długą ilość wolnych dni z powodu prowadzenia rodzinnej restauracji  „Aldo’s”.

Oczywiście nie ominęło się bez smutnych pożegnań, przy których najbardziej ucierpiał mały Aldo.

Tak bardzo polubił Alice, że nie chciał wracać z rodziną do domu.

Na szczęście aktorka obiecała wszystkim, że z pewnością odwiedzi ich w wolnej chwili, co bardzo ucieszyło państwa Cascio.

Natomiast największy rozrabiaka, Frank, nie krył radości, kiedy widział Michaela i Alice razem.

      Mimo, że już nic nie było wspominane o randce, nastolatek wiedział, że jego przyjaciel wkrótce poczuje do aktorki gorące uczucie. Znał go prawie całe swoje życie i potrafił już rozszyfrować kiedy coś udaje, a kiedy mówi prawdę.

Po wyjeździe gości, w Neverlandzie można było odczuć pewne opuszczenie. Jeszcze niedawno słychać było śmiech dzieci… a teraz?

Michael z utęsknieniem czekał na swoich szkrabów i miał nadzieję, że czas spędzony z Alice będzie równie doskonały, jak czas spędzony z dziećmi.

Alice również poczuła małe ukłucie w sercu. Już rozumiała, jak musiał się czuć ten mężczyzna, kiedy nikogo przy nim nie było. Aby zapobiec dołującemu smutkowi, starali przebywać ze sobą tyle czasu, na ile było to możliwe. Zawsze pod wieczór siadali blisko altanki i opowiadali sobie najróżniejsze rzeczy. Niektóre były tak błahe, a zdarzały się i takie, które były bardzo ważne.

         Pewnego razu, Alice czytając książkę, zauważyła jak Mike nerwowo chodził po domu i coś nucił.

Zaciekawiło ją to ogromnie, więc udając, że jest tak zaczytana, wpatrywała się w niego i cicho chichotała, kiedy zatrzymywał się i wystukiwał rytm ołówkiem o stół.

Wtedy natychmiast biegł do swojego małego studia muzycznego i zapisywał to, co przyszło mu na myśl.

     - Widać, ma wenę. Ciekawe, czy zawsze się tak zachowuje, kiedy coś komponuje. – pomyślała i znów zerknęła na stronę swojej książki.

Aby nie przeszkadzać mistrzowi w tworzeniu kolejnego dzieła, postanowiła wyjść z domu  i pochodzić po całej posiadłości. Ku jej zaskoczeniu, nie chodziła by sama. Jej towarzyszem okazał się szympans Michaela, Bubbles, który z powodów oczywistych, nie mógł cieszyć się na razie uwagą swojego pana.

Jako, że był bardzo mądrą małpką, postanowił czas ten spędzić z piękną aktorką. Alice, lekko rozbawiona sytuacją, kiedy szympans trzymał ją za dłoń, wzięła go na ręce i w taki oto sposób oboje chodzili po całym ranczu.

Po kilku godzinach spędzonych na świeżym powietrzu, z małego wzgórza dziewczyna zobaczyła Michaela, który wszędzie się rozglądał i wołał jej imię.

Kiedy ją w końcu zauważył, pobiegł w jej stronę i spojrzał na nią, nieco zmęczony.
 
    - Widzę, że masz towarzysza – zerknął na szympansa, który wtulił się w jej ciało i zasnął, wyglądając niczym maskotka – Pewnie jesteś głodna, co? Chodź, Samanty dzisiaj niestety nie będzie, więc sami będziemy musieli zrobić obiad.

   - Mmm… brzmi przepysznie. Masz coś na myśli? – zapytała zaciekawiona aktorka, wstając i otrzepując się z trawy tak, aby nie zbudzić szympansa.

   - Wiesz, z moimi zdolnościami kucharskimi to ciężko bywa. Ale jeśli zadowoli cię jakaś zapiekanka, to czemu by nie.

    - Zapiekanka dzieła Michaela Jacksona? Brzmi… nieco dziwnie. Ale niech już będzie.

Na twarzy muzyka pojawiło się lekkie zaskoczenie, ale i również radość.

Oboje udali się do domu, gdzie Alice położyła nadal śpiącego Bubblesa na kanapie.

Po chwili weszła do kuchni i spojrzała na Michaela.
 
   - Hmm, twój nowy image? – wskazała na jego czarny fartuch, który zlewał  się z jego koszulą oraz spodniami.

Muzyk przez chwilę nie wiedział o czym ona mówi, ale kiedy zauważył fartuch zaśmiał się i pokiwał twierdząco głową.

  - Jasne. Podoba ci się? Fani pewnie będą szczęśliwi, że ich idol zmienia styl.

  - Widzieć cię tak, to niezłe doświadczenie. Dobra, kucharzu, za co się zabieramy?
 
   - Zabieramy? Myślałem, że sam przygotuję obiad.

Aktorka ubrała drugi fartuch i spojrzała na kartkę z przepisem na zapiekankę.

   - Nie… Wolę ci pomóc, bo mam małe obawy.- rzekła, nadal nie odrywając wzroku od papieru.

   - Ach, tak? Boisz się, że przypalę zapiekanki?

   - No, nie wiem, nie wiem…

Piosenkarz z żartem wziął w dłoń garść mąki i rzucił w kierunku Alice.

Po chwili rozpoczęła się mała bitwa, gdzie nie było mowy o przerwaniu zabawy.

      Kiedy skończyła się mąka, cali nią upaprani dostali napad śmiechu, aż przyszedł do nich jeden z ochroniarzy i spojrzał na nich bardzo zdziwiony.

     - Ben, czy mógłbyś pojechać po jakąś pizzę? Bo chyba nic nie zdołamy sami zrobić. – po kilku próbach uspokojenia się, Mike w końcu powiedział.

     - Jasne, Mike. Słuchaj,  moja córka się rozchorowała i mam taką prośbę. Czy mógłbym mieć kilka dni wolnego?

Piosenkarz natychmiast przestał się śmiać i spojrzał ze smutkiem na ochroniarza.

    - Oczywiście. Weź na ile chcesz. Rodzice zawsze powinni być przy swoich dzieciach, szczególnie kiedy są chore.
 
    - Dzięki przyjacielu. No, dobra, to pojadę po tą pizzę.
Ochroniarz uśmiechnął się serdecznie do nich i wyszedł z domu. Mike spojrzał na Alice i na otoczenie.

    - Nieźle nabroiliśmy. Musimy teraz posprzątać.

    - Zgadzam się. Zajmij się blatem, a ja podłogą.

Alice poszła po szczotkę, a kiedy wróciła, widziała jak Mike zaczyna troszkę oszukiwać.

Całą mąkę zamiast zbierać do szufelki, zsypywał na podłogę.

Aktorka z zaciekawieniem się mu przyglądała, aż ostrożnie dźgnęła go w plecy kijkiem od szczotki.

    - Ładnie to tak oszukiwać? – zapytała po chwili, kiedy mężczyzna odwrócił się przestraszony.

    - Ee… ja… no… przecież i tak bym ci pomógł. Raz ty, raz ja…

    - Tak, tak… Dobrze, przygotuj lepiej talerze i coś do picia. Ja już się resztą zajmę… bałaganiarzu.

Mężczyzna podszedł do niej i dmuchnął w nią mąką, która była jeszcze na blacie.

   - To za tego bałaganiarza, perfekcyjna pani domu.

   - Uważaj, żebyś zaraz nie dostał kijkiem od szczotki.

Muzyk zaśmiał się głośno i nic się nie zastanawiając, delikatnie pocałował ją w policzek.

Alice bardzo zaskoczył jego czyn. Mimowolnie się zarumieniła i po krótkiej chwili zajęła się zmiataniem kuchni.

     Kiedy wreszcie pomieszczenie zostało uprzątnięte, a pizza dostarczona, oboje delektowali się jedzeniem w salonie. Alice spojrzała na Michaela, który na czubku nosa miał plamę od sosu.

  - Czekaj, masz coś na nosie. – mówiąc to, chwyciła chusteczkę i wytarła mu nos, przez co mężczyzna zaśmiał się.

   - Przestań, to łaskocze.

   - Och, no to już wiem, gdzie mniej więcej masz łaskotki.

Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale usłyszał głos dobrze znanej mu kobiety.

Janet, jego kochana siostrzyczka, postanowiła odwiedzić swojego brata i opowiedzieć mu o wspaniałej nowinie.

   - Michael? Gdzie ty… O, co za niespodzianka. – kobieta stanęła na środku salonu i z uwagą przyglądała się bratu i jego towarzyszce. Pierwsze o czym pomyślała, to, że Alice jest jego dziewczyną.

   - Janet! Jak się cieszę, że jesteś! – mężczyzna wstał i odłożywszy kawałek pizzy, przytulił swoją siostrę.

   Alice również wstała i poprawiając swoje ubranie spojrzała na siostrę Michaela.

   - Janet, poznaj Alice. Alice, poznaj moją siostrę, Janet -  szczęśliwy przybyciem siostry, piosenkarz przedstawił sobie kobiety.

   - Miło mi cię poznać, Alice – przywitała się piosenkarka, podając dłoń aktorce.

   - Mnie również.

Michael spojrzał na nie  i zauważył, że dziewczyny się polubiły. Po chwili odetchnął głośno i spojrzał na siostrę.

    - Masz ochotę na pizzę? Niestety, tylko to udało nam się przygotować.

    - Przygotować, powiadasz? – szepnęła cicho Alice, szturchając muzyka w bok.

    - Hmm, jeśli tylko tyle dzisiaj masz, to jasne. W ogóle mam radosną wiadomość, że nic mnie już nie zasmuci. Nawet jeśli nie przygotowałeś tej pizzy. – siostra Michaela usłyszała cichy szept aktorki, więc cicho się zaśmiała.

   - No dobrze. To usiądź, a ja przyniosę ci talerz i coś do picia.

Janet wygodnie usadowiła się w fotelu, a po chwili Michael przyniósł naczynia i położył obok siostry.

    - No, więc co to za wiadomość? – zapytał po chwili jej brat, zerkając od czasu do czasu na nią i na Alice.

    - Za niedługo biorę ślub. Dlatego też chciałam tutaj przyjechać i ci o tym powiedzieć.

    - O! To wspaniale! To jednak wspaniała wiadomość. Kiedy zamierzacie się pobrać?

    - Jeśli się uda, to w marcu. Wiesz, jeszcze czeka mnie wydanie nowej płyty i… obawiam się, że coś pójdzie nie tak.

     - Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze. A jak brat mówi, to tak będzie.

     - Dobra, dobra… No, a co u Ciebie? Wybacz, że tak zapytam… ale wy jesteście razem?

Alice zerknęła na Michaela i cicho się zaśmiała. Czyżby oni naprawdę wyglądali na takich, co są w sobie zakochani?

     - Nie. Alice jest moją przyjaciółką. Zaprosiłem ją tutaj, ponieważ… chciałem aby zapomniała o smutkach, które ją ostatnimi czasy trapią.
Janet zerknęła ze smutkiem na dziewczynę i posyłając jej uśmiech zrozumienia, rzekła.

     - Trafiłaś na świetnego terapeutę. Ten to ma do tego smykałkę. Czasem jednak na niego uważaj, bo zacznie przeginać.

Michael zmrużył groźnie oczy, spoglądając na siostrę.

   - Lepiej jedz tą pizzę, bo muchy pierwsze to zrobią, jak nie przestaniesz paplać głupot. – odparł, nakładając na jej talerz kawałek jedzenia.

    - O, widzisz? Już się zaczyna – piosenkarka zaśmiała się i zburzyła fryzurę brata, biorąc w dłonie naczynie.

Kiedy w radosnych humorach spędzali czas, nim się spostrzegli zaczęło się ściemniać.

   - Na ile zostajesz? – odparł niespodziewanie muzyk.

    - O! Już  chcesz się mnie pozbyć? A zostanę tak… na miesiąc? – Janet zaśmiała się, widząc
zaskoczenie na twarzy brata.

    - Zostań ile chcesz… tyle, że ja z tobą tak długi czas nie wytrzymam. Prędzej zwariuję.

    - Już jesteś szalony. I za to między innymi cię kocham, wiesz? – siostra puściła mu oczko, na co
Mike wziął poduszkę i lekko ją uderzył.

    - Już nie bądź taka słodka. Kiedyś się tak na mnie wkurzyłaś, że o mało nie straciłem życia.

     - Bo kiedy spałam, ty oczywiście musiałeś wylać na mnie lodowatą wodę. Zobaczysz, kiedyś się zemszczę.

Po kilkunastu minutach, Janet robiło się sennie. Ziewnęła dyskretnie i spojrzała na zegar, który wisiał w przedpokoju.

   - Dobrze, moje papużki. Idę się położyć. To życzę wam miłej nocy. Dobranoc.

    Kiedy Janet powoli zmierzała w kierunku schodów, zerknęła na Michaela i wskazując jego oraz
Alice pokazała serduszko.

    - Idź spać. Gadasz głupoty – poruszył bezdźwięcznie ustami i pomachał jej, aby w końcu dała mu spokój.

Kiedy Alice zaczęła sprzątać, zerknęła na muzyka, który zmierzał w kierunku swojego studia domowego.

     Po kilku minutach postanowiła przynieść mu ciepłej herbaty, więc stojąc przed drzwiami cicho zapukała.

    - Proszę. – usłyszała po chwili.

Dziewczyna weszła do pomieszczenia i zerknęła na Michaela, który miał na sobie założone słuchawki. Zdjął je i spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko.

     - Przyniosłam ci herbaty. Myślę, że po tym jedzeniu dobrze ci zrobi.

     - Dziękuję. Chcesz posłuchać utworu?

Aktorka postawiła kubek na małym stoliku i usiadła obok Michaela. Ten podał jej słuchawki i
włączył odtwarzanie od początku.

Zauważył, jak dziewczyna zamyka na chwilę oczy, wsłuchując się w melodię, która rozbrzmiewała w słuchawkach.

    Kiedy utwór się zakończył, zdjęła je i uśmiechnęła się uroczo w jego stronę.

     - I jak? Może być? – zerknął na nią lekko nie pewnie.

      - Jest cudowna. Jaki tytuł jej nadasz?

     - Don’t Walk Away. Tak jakoś… skojarzyło mi się z pewną dziewczyną, której odejście bym pewnie nie przeżył.

    - Jest taka dziewczyna w twoim życiu? Mogłabym poznać jej imię? – aktorka z zaciekawieniem się mu przyglądała.

     Piosenkarz przez chwilę czuł się, jakby zerwał się z choinki. Tak naprawdę piosenka została napisana z myślą o Alice. Nie wiedział co ma powiedzieć. Tym bardziej bał się, że wszyscy wkoło zaczynają przewidywać, że bardzo ją polubił. Z każdym dniem, będąc obok niej, czuł jakąś radość. Jedynie co mu na razie zostało, to uparcie zaprzeczanie, że nie czuje do niej miłości. Ale jak zwykle… każdy dobrze go zna i wie, co w jego bujnej głowie siedzi.

     - Ehmm… ma na imię Marie. – szepnął nieśmiało, biorąc pod uwagę, że tak miała na drugie imię.

      - Bardzo ładne. Muszę ją kiedyś poznać.  Oczywiście, jeśli będzie taka okazja. – dziewczyna zaśmiała się i widząc niepewny wyraz twarzy Michaela, położyła mu dłoń na ramieniu.

     - Coś się stało? – zapytała, nie mogąc zrozumieć, o czym teraz myśli.

     - Sam nie wiem. Ona pewnie… Och, ona pewnie mnie nie lubi. A nawet jeśli… czy kiedykolwiek między mną, a nią zaistnieje miłość?

     Aktorka przykucnęła obok muzyka i uśmiechnęła się szeroko.

    - Na pewno. Uwierz mi. Wiem jakie są dziewczyny, a pewnie nie jedna o tobie marzy. Marie pewnie również, tyle że boi się to wyjawić. Może umów się z nią do kina, albo zabierz ją na jakąś wycieczkę.

Muzyk uśmiechnął się w jej kierunku. Och, ile by dał, aby teraz wziąć się na odwagę i wyjawić jej prawdę. Niestety, z natury słabo szło mu z kobietami. Bał się wyjawić jakiegokolwiek uczucia.

      - Może i masz rację. Dziękuję, Alice.

      - Proszę bardzo. No, dobrze. Pójdę spać. Dobranoc.

Delikatnie musnęła ustami jego policzek i wyszła z pomieszczenia. Michael natychmiast poczuł dziwne uczucie w środku.

„Chyba faktycznie coś do niej czuję. A może to tylko zauroczenie? Och, gdybym sam nie stwarzał sobie tak błahych przeszkód” – pomyślał i zerknął na niebo, na którym był księżyc. Lśnił tak mocno, że nie trzeba było nawet oświetlać pokoju.

      - Jeszcze ta męka ze snem. Muszę znów wziąć te leki. – szepnął cicho, wychodząc z pomieszczenia.

Po krótkiej chwili udał się do sypialni, gdzie przebrał się w piżamę i stanął przy szafce.

     Niespodziewanie usłyszał czyjeś kroki i pukanie do drzwi. Szybko odłożył pojemniki leków i odwrócił się, widząc jak drzwi się nieco uchyliły.

     - Michael, chciałam ci coś powiedzieć. Przepraszam, że cię niepokoję, ale to naprawdę ważne.

Muzyk spojrzał na  Alice, która w tym świetle wyglądała tak pięknie.

     - Och, nic się nie stało. Co takiego chciałaś mi powiedzieć?

      - Chciałam ci powiedzieć… że jeśli naprawdę chcesz zdobyć serce ukochanej, to nie musisz być tak
spięty. Jeśli chciałbyś, mogę cię kilku sztuczek nauczyć. Oczywiście nie teraz, ale w innym czasie.

Teraz poczuł jak robi mu się nieco słabo. Już kompletnie nie wiedział co mówić. Milczał, ściskając z nerwów skrawek swojej koszuli.

      - No… no dobrze. Jeśli mogłabyś, to w takim razie się zgadzam.

Czuł na sobie jej wzrok. Po chwili zerknął na nią i zauważył, że jej wyraz twarzy szybko się zmienił.
Była smutna.

      - Coś się stało? – zapytał, nic nie przeczuwając.

      - Naprawdę musisz brać te wszystkie leki? – westchnęła cicho, wskazując na półkę, której nie zdążył zasłonić.

     - Ehmm… Niestety tak. Po tym udaje mi się zasnąć.

Dziewczyna podrapała się nieco po głowie, aż zadała bardzo dziwne pytanie.

     - Masz pędzle?

      - Zamierzasz malować? – mężczyzna nie krył zaskoczenia.

Aktorka zaśmiała się cicho i pokiwała przecząco głową.

      - Chcę ci pomóc zasnąć bez pomocy leków. Czy mógłbyś sparzyć pędzle? Ja przyniosę szklankę z zimną wodą.

     Mężczyznę zdziwiły jej prośby, więc bez zbędnych pytań poszedł po pokoju dzieci, gdzie leżały nowe, jeszcze nieotwarte pędzle. Sparzył je gorącą wodą i wrócił do sypialni, gdzie czekała już na niego Alice.

      - Połóż się i rozluźnij. Nie bój się, nic ci złego nie zrobię.

Muzyk poczuł małą obawę. Co ona do licha chciała zrobić? Przez jego myśli przemykało wiele pomysłów i mimo to, położył się i spojrzał na nią nieco wystraszonym wzrokiem.

Dziewczyna zamoczyła pędzle w zimnej wodzie i wyciągnęła kilka chusteczek.

     - Kiedy byłam mała, często Nicholasa bolała głowa. Wpadłam na pewien pomysł, który sprawdza się w każdych okolicznościach. Mam nadzieję, że i tobie pomoże.

Alice ostrożnie zmoczyła również chusteczkę w wodzie i zerknęła na Michaela.

     - Teraz… pomyśl o czymś miłym. O czymś, co sprawia ci radość.

     Kiedy mężczyzna przymknął oczy, poczuł jak Alice delikatnie zaczyna jeździć mokrym włosiem
pędzla po jego czole. Dziewczyna „malowała” po jego czole w różnych kierunkach.

Ku jego zaskoczeniu, bardzo zaczęło go to uspokajać. Dziewczyna zauważyła, jak Michael powoli przyzwyczaja się do tego typu czynów, więc zeszła nieco niżej, muskając  pędzlem jego nos oraz okolice ust.

     Jej praca okazała się bardzo męcząca, bo muzyk zasnął dopiero po dwóch godzinach.

Przyłożyła mu zmoczoną chusteczkę do czoła i zostawiła na kilka sekund. Po chwili zdjęła, aby muzyk poczuł lekki chłód na czole.

Siedząc przy jego łóżku i wpatrując się w niego, kiedy spał, Alice cicho się zaśmiała.

Nie wiedziała, że jej dziecięcy pomysł okaże się tak skuteczny. Jednak widząc jego poważny wraz twarzy, westchnęła cicho. Był dla niej taki dobry, taki opiekuńczy.

    Wieść o tym, że kocha inną, nieco ją zasmuciła. Skrycie pokochała go w tak krótkim czasie, przez co nieco się martwiła. A może to jednak nie miłość? Może ona jednak tak myśli, a naprawdę jest
inaczej?

Do niego czuje co innego, niż kiedyś do Andrewa. Ach, miłość do Andrewa była słaba. Wierzyła, że on odwzajemnia to uczucie… jednak było jej pisane coś innego, straszniejszego. Nie co do Michaela, każdy jego najdrobniejszy dotyk, spojrzenie, uśmiech wywoływał u niej uczucie, które niezbyt da się opisać słowami.

     Po kilkudziesięciu minutach, nic nie myśląc delikatnie nachyliła się i złożyła pocałunek na jego ustach. Poczuła dziwne uczucie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Coś podobnego do „motylek w brzuchu”

Bojąc się, że przez ten czyn Michael się zbudzi, ostrożnie wstała z łóżka i po cichu wyszła z sypialni.

Zamykając drzwi poczuła silny ból w sercu. Dopiero teraz do niej dotarło co uczyniła!

  „Alice, coś ty zrobiła?! Pogięło cię?! Jak mu teraz spojrzysz w twarz?!”

     Czuła jak po jej policzku spływa pierwsza , a potem druga łza. Natychmiast udała się do swojej sypialni, gdzie bijąc się ze swoimi myślami, karciła się bardzo boleśnie… Przez to znienawidziła siebie po raz pierwszy…






Witajcie :)
I jak, podoba się notka?
Zapewne jesteście zdziwieni, tylko czy w tym kontekście, że radośnie zdziwieni, czy też w negatywnym... Mam nadzieję, że nie zagalopowałam za daleko xD

Cóż, ocenę zostawiam Wam.
Kocham Was <3
Pozdrawiam, 
Susie.