Translate/Tłumacz

sobota, 18 kwietnia 2015

Dziewczyna, która poznała Anioła - Zaufaj mi, ja nie kłamię...


      Po tym całym wydarzeniu, Amanda nie zwracała zbytnio uwagi i nie zastanawiała się dlaczego właśnie ona go widziała i czuła...

Mimo młodego wieku, los zmusił ją aby chodziła już do pracy. Nawet tam nic nie mówiła swoim współpracowniczkom, które i tak miały ją gdzieś. Amanda nie cierpiała tych kobiet, na które często mówiła "żywe Barbie". Jedyną osobą, dzięki której mogła wytrzymać towarzystwo tych sztucznych panien, była rudowłosa, o rok od niej starsza dziewczyna o imieniu Jasmine.

Dziewczynę przyjęto nieco później niż Amandę, więc po jakimś czasie obie bardzo się zaprzyjaźniły.

Różniło je tylko to, że Jasmine posiadała chłopaka, który ani trochę przypadł Amandzie do gustu. Nie lubiła, kiedy się przy niej całowali, więc zawsze udawała, że zaciekawiło ją coś innego, byle tylko nie patrzeć jak wymieniają sobie śliny... Blle...

      Pewnego dnia, Amanda siedząc w swoim małym saloniku i czytając nowe wiadomości w swoim laptopie, poczuła dziwny chłód na swoim karku. Jej długie, gęste włosy zostały upięte w kok, więc dziewczyna uznała, że pewnie nie zostało  dokładnie przymknięte okno.

Na chwilę oderwała swój wzrok od ekranu komputera, by zerknąć w stronę okiennic, które mieściły się po drugiej stronie pomieszczenia. Ku jej zaskoczeniu, okna były zamknięte, więc skąd ten powiew wiatru?

Zdziwiona tym zjawiskiem znów zatopiła się w czytaniu, lecz nie na długo mogła cieszyć się spokojem.

Po raz drugi poczuła chłód, tym razem blisko swojej twarzy. Zaniepokojona, odłożyła urządzenie na stolik i wstała, rozglądając się i zastanawiając skąd mógłby dochodzić  ten powiew.

Jej wzrok przykuły ciemnego koloru drzwi wejściowe, które rzucając delikatny cień, wyglądały na niedomknięte.

Dziewczyna szybkim krokiem poszła w tamtą stronę, lecz znów jej domysły okazały się nieskuteczne.

Wracając do salonu zauważyła postać, której by się nawet nie spodziewała.

Michael, ten sam którego spotkała na cmentarzu, stał do niej tyłem, przyglądając się zdjęciom wywieszonym na bordowej ścianie.

     - Co ty tu robisz? - zapytała zaskoczona jego obecnością.
Mężczyzna delikatnie odwrócił się i uśmiechnął, podchodząc powolnym krokiem w jej stronę.

     - Wiesz, trochę zacząłem się martwić, bo coś czuję, że zapomniałaś o moim istnieniu. Chciałem zobaczyć, co u mojej podopiecznej, bo życie w ukryciu jest męczące. Czasem mogę się ujawnić, wiedząc, że ktoś mnie zauważy.

     - To ty powodowałeś ten wiatr?

Michael cicho zachichotał, by po chwili pokiwać twierdząco głową.

     - Inaczej nie potrafię się przemieszczać. Zresztą... Ciekawie się rozglądałaś.

Dziewczyna zmrużyła oczy i bez słowa spoczęła w fotelu, biorąc na kolana swój laptop.

Wkurzył ją tą swoją gadką. Jak na Anioła, był bardzo irytujący.

      - Ej, nie złość się na mnie. - rzekł, zamykając jej klapę laptopa przed oczami. - Chcę porozmawiać.

      - O czym?! Nie wiem jakim cudem zjawiłeś się w moim życiu, jaki jest temu cel... Dlaczego cię czuję, widzę, skoro jesteś duchem?!

Mężczyzna wziął spokojnie jej laptop, by móc położyć go na stolik. Przykucnął obok niej i chwycił jej dłonie.

      - Wiedziałem, że będziesz chciała o tym porozmawiać. Z chęcią ci odpowiem na to, ale musisz się uspokoić... No, wdech... wydech - odrzekł, widząc jak dziewczyna z każdą kolejną chwilą zaczyna się uspokajać.

      - To mi opowiedz. Zamieniam się w słuch - rzekła dziewczyna po jakimś czasie.
Mężczyzna usiadł na kanapie, biorąc w ręce małą figurkę dziecka.

      - Zjawiłem się, ponieważ dostałem takie zadanie od Boga. Widzisz mnie i czujesz, ponieważ twoje serce potrzebuje bliskości i miłości drugiej osoby. Jesteś oschła i zimna dla obcych, więc to do ciebie nie dociera. Widziałaś kiedyś bajkę o duszku Casper?

     - Tak, widziałam. I co z tego? - Amanda nie zrozumiała, do czego Michael zmierza.

     - Chcę ci dać przykład, że czasem to, co widzicie jako film, w rzeczywistości może się okazać prawdą. Ta dziewczyna, miała ojca, który był pogrącą duchów. Zamieszkując starą ruderę nie wiedzieli, że jest to dom czterech duchów. Wujków Caspra i jego samego. A końcówka filmu... to?

     - No, że Casper zmienia się w człowieka i tańczy z Kat na balu Halloween'owym...

     - Ale to przez to, że dostał taki prezent od Anioła. Ja też mogę sprawić, aby przez chwilę stać się człowiekiem. Dlatego też widzisz mnie tak, a nie inaczej.

     - Skoro tak, to dlaczego nie możesz pokazać się swoim dzieciom?

Mężczyzna cicho westchnął, spuszczając  głowę i zatrzymując wzrok na figurce dziecka.

     - Ponieważ one mnie nie zauważą. To jest minus. Twoi rodzice też mają taką możliwość co ja, lecz ty ich nie widzisz... Tak Bóg postanowił i zmienić tego nie możemy. Nasi bliscy nas nie zobaczą. Zobaczą tylko ci, którym jest to dane...

      - Dziwne to tam macie. - stwierdziła dziewczyna, zerkając na mężczyznę.
Michael podniósł głowę, śmiejąc się cicho.

     - Kiedyś zrozumiesz. A skoro mam czas na bycie jednym z was, to może pooglądamy telewizję?

     - Okey. Może coś ciekawego poleci - Amanda podzieliła propozycję Michaela, siadając obok niego.

Po chwili włączyła telewizor i przełączając z kanału na kanał, natknęła się na program teleturniejowy.

     - O, zawsze udawało mi się odpowiadać na te pytania. Ciekaw jestem czy i teraz - rzekł Anioł kładąc nogę na nogę.

Wsłuchując się w pytanie prowadzącego z kategorii FILM, Michael nie krył uśmiechu.

     - Jak nazywa się aktorka, która zdobyła nagrodę Oscara za rolę Marthy w filmie Kto się boi Virginii Woolf? - zapytał prowadzący jednego z uczestników.

Nim człowiek za ekranem odpowiedział, Michael na jednym oddechu rzekł.

     - Elizabeth Taylor. Elizabeth Taylor.

Po krótkiej chwili padła ta sama odpowiedź, która okazała się poprawna.
Amanda westchnęła cicho i zsunęła się nieco znudzona tymi pytaniami. Po krótkiej chwili była kategoria MUZYKA, kiedy to odtwarzano jakiś utwór.

     - No, ciekawa jestem, czy teraz trafisz. - odparła dziewczyna.

Kiedy została odtworzona muzyka, Michael zamilkł. Jego ludzkie "serce" przyśpieszyło...

     - Utwór, który usłyszeliśmy nazywa się Say Say Say. Został zaśpiewany przez dwóch muzyków. Paula McCartneya oraz...? - rzekł prowadzący, kierując się do osoby z numerem 1.

Amanda zerknęła na swojego towarzysza i zauważyła delikatny smutek na jego twarzy.

    - Oraz Michaela Jacksona - padła odpowiedź.

    - Hej! Coś się stało? - dziewczyna zapytała Anioła, machając mu dłonią przed oczami.

Michael spuścił głowę i westchnął głośno.

     - Wiesz, kim byłem zanim stałem się Aniołem? - zapytał, nie zerkając na Amandę.

     - No, kimś sławnym. I co z tego?

     - Jednak nigdy o mnie nie słyszałaś. - Anioł wyłączył telewizor i spojrzał na dziewczynę.

Brązowowłosa po chwili domyśliła się, że to ma coś związek z tym pytaniem prowadzącego.

     - Opowiesz mi? Kim byłeś?

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, lecz poczuł lekkie ukłucie w sercu.

      - Mam mało czasu. Za niedługo przestaniesz mnie widzieć, ale mimo to pamiętaj, że jestem tutaj cały czas.

 Wstał i otworzył  jej laptop. Szybkim ruchem wpisał pewne wyrazy, a po chwili jego oczom ukazały się zdjęcia... jego samego.

     - Chodź. Pokażę ci, jak wyglądałem... Przeczytasz sobie z wikipedii moje skrócone życie.

Dziewczyna podeszła niepewnie, lecz nim usiadła, Michael odwrócił się w jej stronę i chwycił jej ręce.

     - Pamiętaj jednak, że niektóre rzeczy, które zaraz przeczytasz, są kłamstwem. Nigdy nie skrzywdziłem tych chłopców. Pamiętaj o tym i nie wierz w te kłamstwa... - po jego policzku spłynęła łza, którą dziewczyna poczuła na swoich rękach.

    - Nie płacz. Proszę - Amanda dotknęła jego policzka, a Michael się uśmiechnął.

    - Gdybym był człowiekiem, płakałbym... Jestem tylko Aniołem, a to moje przebranie. Musze jakoś reagować jako człowiek. Zresztą mogłaś zauważyć, że tak na prawdę nie czuję głodu, pragnienia... bólu fizycznego. Moim bólem jest to, kiedy ktoś zaczyna rzucać obelgi w moich podopiecznych lub gdy ktoś obwinia niewinne dzieci...

     Dziewczyna poczuła ulgę na sercu, więc usiadła w fotelu i spojrzała na zdjęcia. Była bardzo zdziwiona.

     - To ty jesteś tym Michaelem Jacksonem?! O rany, ale byłeś słodki, kiedy byłeś mały.

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, czując radość w środku.

Amanda podziwiała tego małego chłopca o skórze koloru ciemnej czekolady, lecz z każdym kolejnym zdjęciem odczuwała dziwne zakłopotanie...

    - Ale... ty... dlaczego  masz tu jasny kolor skóry, skoro byłeś Afroamerykaninem? W ogóle co zrobiłeś ze swoim ślicznym nosem?

Michael cicho westchnął i odwrócił się, słysząc jak dziewczyna cicho czyta : Jacko wybielił się i zrobił kilkadziesiąt operacji plastycznych... Jacko molestował chłopców... Jacko to, Jacko tamto...



     - Michael, to są kłamstwa, prawda? - zapytała go, odwracając się w jego stronę.

Anioł pokiwał twierdząco głową, czując spływające łzy.

     - To są kłamstwa. Cierpiałem na bielatcwo nabyte, nie miałem tyle operacji ile wypisują, nie molestowałem chłopców... Nie skrzywdziłem żadnego dziecka... Jeszcze te Jacko... Jestem Jackson. Jackson, nie Jacko.

Dziewczyna podeszła powoli do niego i przytuliła go.

     - Nie płacz. Wierzę w to co mówisz. Proszę...

Mężczyzna odwrócił się i przytulił ją, delikatnie całując ją w policzek.

      - Dziękuję, że mi wierzysz...

Mówiąc to, zniknął, a Amanda zamiast pocałunku w policzek poczuła nieprzyjemny chłód okalający jej twarz.

      - Wierzę i wierzyć będę. Jesteś moim Aniołem Stróżem, a ja twoją podopieczną... Do następnego, przyjacielu...




Heal The World II

Dzień Dobry :)
Jak tam sobota? 
U mnie męcząco - pisanie testu aby dostać się do gimnazjum na wysokim poziomie nie należy do przyjemnych rzeczy. No nic, wyniki w środę... Pewnie i tak się nie dostanę xD ^^
Mimo to, cieszę się ogromnie z 3 tysiaków :3 Dziękuję.
Jak widzicie, wyrobiłam się :D Wiem, że wśród czytelników jest jeden chłopak.
Mam pytanie do Mike'a.
Czy chciałbyś abym zrobiła coś podobnego jak [Y/N] tyle żeby to pasowało do Was, do chłopaków...?
Możliwe, że pomyślicie, że chcę się podlizać. Mylicie się, po prostu nie chcę, aby ktoś ucierpiał.
Chcę każdego zadowolić w miarę swoich możliwości :)
No dobrze, kończę... Życzę miłego czytania :* 


       Kilka dni później Pani Dyrektor przy Twojej obecności powiedziała dzieciom, że już wkrótce pojedziecie do sławnego rancza Michaela, które mieści się kilkanaście kilometrów od placówki.

Widziałaś, jak dzieci zaczęły się cieszyć, nie wiedząc nawet jakie koszta kryją się za taką dużą wycieczką. Zauważyłaś, jak Pani Dyrektor cicho wzdycha, lecz po chwili prosi Cię na "słówko", by móc z Tobą porozmawiać . Będąc już w jej gabinecie, kobieta siada za biurkiem i poprawia swoje duże okulary.

        - [Y/N] wiesz, że taka wycieczka wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Rzadko kiedy dzieci mają taką możliwość, więc chciałabym abyś zajęła się nimi jak najlepiej. Zapewne pan Michael również przyłączy się do wspólnej zabawy z nimi, ale wiedz, że to jednak gwiazda i musisz trzymać dystans.

        - Tak, wiem o tym Pani Dyrektor. - odpowiadasz, widząc szeroki uśmiech kobiety.

        - Już jutro ma przyjechać bus, który was zabierze. Przygotuj się dobrze, bo coś wydaje mi się, że to będzie dzień pełen wrażeń.

Pomieszczenie wypełnił wasz wspólny śmiech i mimo, że ty byłaś tylko opiekunką, a ta kobieta Panią Dyrektor, to i tak dogadywałyście się świetnie i polubiłyście się mimo wszystko...

    Zgodnie z planem następnego ranka pod placówkę przyjechał duży bus, który kierował prywatny szofer Michaela.

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko w Twoją stronę i pomógł zliczyć Ci dzieci, by później mogły bezpiecznie wsiąść.

Podróż przebiegła w miłej atmosferze. Dzieci wspólnie śpiewały razem z Tobą piosenkę, której uczyły się w placówce.

Kochałaś ten ich śmiech, kiedy ktoś się pomylił. Zauważyłaś, że nawet szofer przyłączył się do wspólnej zabawy...

Po godzinie jazdy, zobaczyłaś piękną, złotą bramę z napisem Neverland, która powoli zaczęła się otwierać.

Dzieci, "przyklejone" do szyb busa, z uwagą oglądały ludzi, którzy wyprowadzali różne zwierzęta na spacer.

        - Przyjechaliśmy do zoo? - pyta zdziwiony Ben, odwracając się w Twoją stronę.

Zaśmiałaś się cicho i nim mogłaś odpowiedzieć, szofer zerknął w stronę chłopca przez lusterko i odpowiedział.

        - Pan Michael ma wiele takich niespodzianek. Zoo też jest jego niespodzianką, ale to dopiero początek.

Widziałaś jak dzieci spoglądają na siebie i wzruszają ramionami.

Po krótkiej chwili bus zatrzymuje się, a Ty prosisz dzieci o spokojne wyjście i ustawienie się przed busem. Zliczasz je, aż słyszysz ten znajomy, melodyjny głos.

        - Widzę, że moi mali goście już przyjechali - rzekł radośnie Michael, podchodząc do Ciebie i do dzieci. - Witajcie w Neverlandzie.

Na twarzach dzieci zawitał szeroki uśmiech, a po chwili piosenkarz poprowadził was po swojej posiadłości.

 Mała dziewczynka, która trzymała w swoich rękach ulubionego misia, podeszła niepewnie do niego i zapytała, czy może ją chwycić za rączkę.

Michael zaśmiał się cicho i wziął ją na ręce, całując delikatnie w policzek.

       - Wiecie jaki mam plan? - zapytał dzieci, które zaraz potem pokiwały przecząco głową.

       - Taki, aby spędzić z wami jak najwięcej czasu. Zmienię w takiego przewodnika zabawy, o ile wasza ciocia [Y/N] mi pozwoli. - mówiąc to, skierował się w Twoją stronę.

Dotychczas cały czas milczałaś, ale słysząc jak kieruje się do Ciebie, uśmiechasz się delikatnie.

        - No, skoro tak chcesz. Dobrze. - odpowiadasz, widząc jego radość.

Michael posyła Ci swój uśmiech, a po chwili chodzicie z dziećmi co chwila zatrzymując się, kiedy widzicie chodzące zwierzęta razem z treserami.

    Mijają godziny, które świetnie spędzacie.

W tym czasie wszyscy siedzicie na dużej altanie i widzisz, jak dzieci posilają się daniem specjalnie przygotowanym przez kucharkę Michael.

Mężczyzna wpatruje się od czasu do czasu w Ciebie, a raz w dzieci.

       - Wiesz, zadziwia mi ich spokój. Większość dzieci brykało radośnie po posiadłości, że nawet opiekunowie za nimi nie nadążali. Wy jesteście tacy spokojni... - odrzekł, kierując się do Ciebie.

       - Placówka, w której przebywamy, rzadko kiedy pozwala na wycieczki. Raz lub dwa na rok. Dzieci chcą się nacieszyć tą chwilą. Zresztą, wiedzą kim jesteś i trochę się wstydzą. - odpowiadasz, zerkając na nich, którzy również się wam przyglądali.

Po krótkiej chwili widzisz, jak koło Michaela pojawia się mały szympans, który siada mu na kolanach.

        - Poznajcie Bubblesa, mojego kumpla. - odrzekł muzyk, widząc zaskoczenie na twarzach małych towarzyszy.

Po posiłku każde z dzieci podchodziło do niego i witało się z nim, najczęściej chwytając delikatnie za łapkę.

        - Idziemy do wesołego miasteczka? - zaproponował Michael.

Dzieci wspólnie krzyknęły głośne TAK, więc ty również się zgodziłaś, cicho się śmiejąc.

Każda atrakcja została przez was wypróbowana i nim się spostrzegłaś, nadchodził czas pożegnania się.

Kiedy to nadeszło, dzieci ze smutkiem tuliły się do Michaela, a nawet kilka się popłakało, chcąc zatrzymać się w tym raju.

        - Odwiedzę was, kochane smerfy. Obiecuję. - Muzyk widząc smutne spojrzenie w ich oczach, czuł ukłucie w sercu.

        - Obiecujesz Applehead? - odrzekło jedno z dzieci przezwiskiem, którym piosenkarz zgodził się używać.

        - Obiecuję. Dotrzymuję słowa.

Kiedy dzieci wsiadały do busu, nie ominęło się od tuleń i drobnych upominków.

W końcu nadeszła Twoja pora, lecz Michael nie czekał na nic więcej. Sam, bez uprzedzenia się do Ciebie przytulił, szepcząc Ci cicho do ucha.

          - [Y/N] kiedy będziesz chciała mnie odwiedzić, to zapraszam. Bardzo Cię polubiłem i nie chcę, aby nasza przyjaźń się szybko kończyła.

Uśmiechasz się delikatnie i widząc jego radość w oczach, kiwasz twierdząco głową.

         - Dobrze. Odwiedzę Cię wkrótce. Dziękuję za wszystko. - odpowiadasz.

         - To ja dziękuję, że przyjechaliście. Że Ciebie również mogłem zobaczyć...

Na koniec delikatnie całuje Cię w policzek i zostawia Ci małą karteczkę.

Wsiadasz do busu i kiedy zaczynacie odjeżdżać, widzisz jak piosenkarz wam macha.

      Niektóre dzieci zaczęły już usypiać, a ty wpatrując się w drzewa, które raz po raz mijaliście, zastanawiasz się nad kartką i nad czynem Michaela.

Niepewnie uchylasz papier i zauważasz czarne pismo, a raczej czarne cyfry tworzące... jego numer telefonu.

"Jeżeli będziesz miała taką potrzebę to zadzwoń. Może to i dziwne, ale na prawdę mi się spodobałaś. Proszę... zadzwoń kiedyś. Będę czekał.
                                                                              Michael "

      Uśmiechasz się sama do siebie i kiwasz głową, podpierając się ręką.

Jednak ten mężczyzna zauroczył się Tobą... Ale czy zadzwonisz do niego? Sama już pewnie znasz odpowiedź... :)



wtorek, 14 kwietnia 2015

You & Me - XV

Witajcie!
Chcę Was poinformować, że jutro nie pojawi się druga część z Heal The World.
Nie miałam czasu i przyznaję się, że nie mam nawet siły jej pisać.
Powinna się pojawić w weekend razem z "Dziewczyna, która poznała Anioła" chociaż co do drugiego opowiadania to nie jestem pewna. Ostatnio opuściła mnie wena i ciężko mi wszystko idzie :( Nawet ta notka mi się nie podoba. No dobrze, kończę gadanie i życzę Wam miłego czytania :*


    Dwa tygodnie, które trwały prawie wieczność, były dla Alice bardzo ważne.

Musiała przejść niepoważną, aczkolwiek ważną operację, która polegała na zszyciu rany doznanej w wypadku.

Przez te wszystkie dni czuwali nad nią Nicholas, Margaret oraz Michael... Jej ukochany, który nie odpuszczał jej na krok. Na prawdę, codziennie do niej przyjeżdżał, nawet kilka razy z dziećmi.

Był jeden powód , który bardzo ją smucił, mianowicie to, że jako jedyna musiała zostać jeszcze przez jakiś czas na oddziale. Inni aktorzy również życzyli jej zdrowia i mimo małych obrażeń, wrócili do domu szczęśliwi, dziękując  Bogu, że przy wszystkich czuwał...

      Kiedy nadszedł dzień wypisu, przed szpitalem czekali fani aktorki oraz paparazzi, którzy na szczęście nie wiedzieli o związku aktorki z sławnym piosenkarzem.

      - Alice, jak się czujesz? - zapytał dziewczynę Nicholas pomagając jej wstać z łóżka.

Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech i mimo bólu w prawej ręce, która zresztą była w gipsie, starała się być radosna.

      - Jestem szczęśliwa, że wreszcie stąd wychodzę.

      - Jedziesz do domu, czy do niego? - Nicholas mówiąc ostatnie zdanie zerknął na Michaela, który dopiero co wchodził do sali.

      - Emm... Jeszcze nie wiem. - odpowiedziała zmieszana aktorka, podchodząc powoli do piosenkarza.

      - Czego nie wiesz? Coś mnie ominęło Ślicznotko? - rzekł radośnie muzyk, spoglądając jej w oczy.

       - Nicholas się pytał, gdzie jadę... Zapytał czy jadę do Neverland, ale...  - aktorka przerwała, słysząc cichy śmiech ukochanego.

       - Oczywiście. Przecież nie zostawię cię samej w takim stanie. Muszę się tobą opiekować. Już nawet prosiłem, aby ktoś przywiózł Sky'a. Margaret również włączyła się w pomoc i powiedziała, że spakuje twoje ubrania.

       - Margaret?! - krzyknął zaskoczony pisarz przysłuchując się rozmowie.

       - Tak. Nawet sama mi to zaproponowała. - powiedział spokojnie Michael, zerkając zaskoczonym wzrokiem na Nicholasa, a po chwili znów skierował wzrok na Alice - Jak się czujesz po lekach?

       - Śpiąco. Nie wiem co mi dali, ale chyba zaraz zasnę - odrzekła aktorka, tuląc się delikatnie do Michaela - Chcę już być w tym raju, który stworzyłeś.

       - Będziemy za niedługo. Chodźmy już, bo faktycznie pora.

Michael zerknął na Alice i wziął jej torbę. Po chwili oboje wyszli, a za nimi Nicholas, który ciągle szeptał coś sam do siebie. Jego naburmuszona mina mówiła sama za siebie. Nie umiał się pogodzić, że jego siostra chodzi z Jacksonem, który - według niego - nie nadaje się nawet na ojca jej dzieci... Nie spodobał mu się z charakteru, ze swojego stylu bycia... Jeszcze te operacje plastyczne, po co komu one?!

     Kiedy wyszli ze szpitala, aktorka doznała lekkiego szoku, kiedy ujrzała swoich fanów. Nie wiedziała, że aż tak ją wspierają, ale mimo to, kochała ich bardzo mocno i dziękowała za wszystko co robią. Czuła, jak Michael delikatnie ją podpiera, bo zażyte leki, które miały pomóc jej na czas podróży, okazały się mieć skutki senne. Pracę mieli za to fotoreporterzy, którzy natychmiast nie tracili czasu i robili zdjęcia ze wszystkich możliwych miejsc. Widząc ją i Michaela wiedzieli, że dostaną za dobrze wykonaną robotę niezłą kasę. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi...

Pieniądze, kasa, forsa, jakkolwiek się to nazwie, zawsze chodzi o to samo.

     Dziewczyna wsiadając do auta czuła lęk. Lekarze uprzedzili Michaela, gdyby jechali autem, ma za zadanie ją wesprzeć i uspokoić, gdyby leki nie zaczęły działać. Właśnie po to jej je podali, aby była spokojniejsza.

Kiedy byli już w podróży (Nicholas z nimi także jechał, bo chciał wszystko dopilnować) Alice poczuła się nieco gorzej. Chwyciła mocniej Michaela za rękę i przymknęła oczy.

      - Coś się dzieje? - zapytał nieco wystraszonym głosem muzyk, zerkając w stronę aktorki.

      - Jakoś dziwnie się czuję... - dziewczyna położyła głowę na jego ramieniu i westchnęła cicho.

Jej brat, który siedział z przodu, odwrócił się i zmierzył wzrokiem Michaela. Mruknął coś niepewnie pod nosem i spojrzał na Alice.

     - Leki zaczęły działać. Najlepiej gdybyś się położyła, chociaż... Tutaj zbytnio nie masz jak. - odpowiedział pisarz, cały czas patrząc się na senną siostrę.

      - Nicholas ma rację. Spróbuj się położyć. Najwyżej posłużę ci jako poduszka - zażartował muzyk, pomagając swojej ukochanej ułożyć się w miarę wygodniej pozycji.

Dziewczyna podkurczyła trochę nogi, a głowę dała na kolana muzyka, który głaskał jej włosy.

Nim usnęła, uśmiechnęła się delikatnie i chwyciła go za dłoń zdrową ręką.

Przez resztę czasu wszyscy milczeli i z wyczekiwaniem liczyli, aż skończy się podróż.

Kiedy w końcu to nadeszło, Michael po wyjściu z auta wziął aktorkę na ręce i mimo wielkiego zaskoczenia, bo czuł, że jest bardzo lekka, zmierzał w kierunku głównego domu.

Jego ochroniarze chcieli go przywitać, ale widząc jak niesie Alice, natychmiast byli cicho i otwarli mu drzwi, by bez przeszkód mógł ją zanieść do sypialni.

W tym czasie, kiedy już przykrywał śpiącą aktorkę, usłyszał znajome mu głosy swoich dzieci, którzy cicho zmierzali w kierunku sypialni. Zanim jego pociechy weszły, Mike ostrożnie ucałował dziewczynę w czoło i wstał z łóżka.

       - Tatusiu, kiedy ciocia Alice będzie się mogła z nami pobawić? - zapytał szeptem najmłodszy z trójki, wychodząc razem z ojcem z pomieszczenia.

       - Kiedy wstanie to wtedy będzie mogła. Pamiętajcie, że nie może się wysilać. - przypomniał im Michael, idąc z nimi do salonu.

W ogromnym pomieszczeniu siedział już Nicholas, który popijał powoli kawę obserwując co się dzieje za oknami.

Dzieci Michaela  widząc gościa natychmiast ukazały swoją kulturę, witając się z nim jak na nich przystało.

      - Dzień dobry panu. - odrzekł Prince zaraz po Paris i Blankecie.

Pisarz natychmiast zerknął na dzieci i uśmiechnął się szeroko. Mimo że nie lubił, a wręcz nie cierpiał Michaela, bardzo dużo słyszał o jego dzieciach i polubił je, nie zwracając szczególnej uwagi na to, że ich nie zna.

       - Witajcie. Co macie takie smutne minki? - zapytał pisarz, nie wiedząc, że w oddali jest obserwowany przez ojca trójki pociech.

       - Ciocia Alice jest po wypadku. Nawet pan nie wie, jak się martwiliśmy. - odpowiedziała Paris, poprawiając swoje brązowe włosy.

        - Och, z pewnością. Ja również się o nią martwiłem. Jestem jej bratem. - rzekł z nutką dumy Nicholas.

        - Pan Nicholas Keys? Ciocia mówiła nam o panu. To prawda, że nie lubi pan naszego tatusia? - zapytał prosto z mostu Blanket, zajmując miejsce obok niego.

Mężczyzna został zbity z tropu. Zaskoczyło go pytanie malca, no, ale cóż ma zrobić? Wie, że one same znają prawdę i kłamać ich nie może.

        - Pewnie jeszcze będę miał szansę polubić waszego tatę. Ale was to już lubię.

        - Bo tatuś bardzo lubi ciocię Alice, a ciocia bardzo lubi tatusia. I nawet raz tata miał lekcję u cioci - powiedział najmłodszy z uśmiechem, nie wiedząc, że to mogło troszkę dziwnie zabrzmieć.

         - O, na prawdę? Lekcje? Hmm, nie wiedziałem, że moja siostra jest dobrą nauczycielką.

         - Nas też uczy różnych rzeczy. Potrafimy origami składać dzięki cioci.

Pisarz zaśmiał się cicho i dopiero teraz zauważył Michaela, który co jakiś czas na nich zerkał.

         - Możemy panu pokazać, chce pan? - zapytał zachęcająco Prince, uśmiechając się.

         - Jasne. Mogę też was czegoś nauczyć, jeśli chodzi o origami.

Nicholas po chwili poszedł z dziećmi do ich ulubionego kącika, gdzie przez przerwy układali nowe modele.

Czas leciał bardzo szybko, można by rzec, że nawet za szybko...

Po kilku godzinach Alice obudziła się i w pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest. Przypomniała sobie dopiero wtedy, kiedy usłyszała głos Michaela rozmawiającego przez telefon. Ostrożnie zeszła z łóżka i poszła w stronę pokoju, w którym się znajdował.

Zastała go rozmawiającego przez telefon, stojącego do niej tyłem w kierunku okna.

Podeszła do niego po cichu i zasłoniła mu oczy zdrową ręką, szeptając do drugiego uszka : Zgadnij kto to?

Muzyk natychmiast się zaśmiał i poinformował rozmówcę, że oddzwoni za kilka minut.

Schował urządzenie do kieszeni i znów cicho zachichotał.

      - Hmm, Panna Kwiatuszek?

       - Zgadłeś w dziesiątkę, brzydalu.

Piosenkarz odwrócił się i objął dziewczynę w talii, uważając na jej opatrunek, który chronił jej świeże szwy.

       - Mhm... A jak ci się spało? - zapytał, próbując wytrzymać przed chęcią pocałowania jej.

        - Dobrze. Twoje nogi też są spoko, wiesz? Powinni robić takie poduszki w Ikei.

        - Nie chcę, aby ktoś mierzył i dotykał moich nóg. Niech sami wpadną na to, aby robić miękkie poduszki.

       - Oj, no nie fochaj się. - dziewczyna cmoknęła mężczyznę w policzek i słysząc głos dzieci, odsunęła się trochę.

       - Ciocia! Ciocia wstała! - krzyczały dzieci, biegnąc w jej kierunku.

Chwile potem zjawił się Nicholas, który zerknął zaskoczony na Alice.

     - O! Alice. Fajnie, że wstałaś. No, ale ja muszę już niestety iść. Niech... Mike się tobą opiekuje -
Nicholasowi z trudem przeszło mu to przez gardło, zerkając w stronę siostry.

     - Jasna sprawa bracie. Do zobaczenia wkrótce. - odpowiedziała dziewczyna, przytulając ostrożnie dzieci.

Po wzruszającym przywitaniu, aktorka postanowiła dać prezent rodzeństwu.

Każdy otrzymał od niej naszyjnik, który posiadał wyryte ich imiona razem ze znakiem symbolizującym ich charakter.

Dzieci serdecznie podziękowały za prezent i każde chciało, aby aktorka zawiesiła im na szyi drobny łańcuszek.

Michael przyglądając się tej sytuacji, przypomniał sobie o czarnej bransoletce, którą również otrzymał od ukochanej.

      - A wiesz, że Nicholas pokazał nam jak się robi serce z origami? - zapytała aktorkę Paris w czasie grania w Monopoly.

       - Na prawdę? Nawet nie wiedziałam, że mówcie do niego po imieniu - odrzekła Alice, uśmiechając się cały czas.

       - Tak. Powiedział, że czuje się staro. I że nas bardzo polubił - odpowiedziała dziewczynka, zerkając na ojca nieco złym wzrokiem - Oszukujesz!

Michael zaśmiał się cicho i pokręcił przecząco głową. Specjalnie czekał aż ktoś się skapnie, czy dobrze robi.

       - Sam mówiłeś, abyśmy nie oszukiwali! - poparł ją Prince, nie ukrywając oburzenia.

       - Oj, no przecież wiem. Chciałem sprawdzić, czy jesteście czujni.

Dzieci wzruszyły ramionami, a kiedy grali w najlepsze, na zewnątrz zaczęło się robić ciemno.

Kiedy trójka robiła się senna, postanowili iść już spać.

Alice mimo małej trudności, uparcie chciała wszystko posprzątać, co po sobie cała piątka zostawiła.

      - Pomogę ci. Nie możesz się wysilać - rzekł muzyk, wyprzedzając aktorkę, aby szybciej być przy rozłożonym kocu z grami.

     - Mike, nie. Ja już to zrobię. Codziennie mnie odwiedzałeś i pewnie nic nie spałeś. Musisz odpocząć.

        Kiedy oboje się tak "sprzeczali" po chwili Alice się o coś potknęła i wpadła na Michaela, który zdążył ją złapać.

         - To raczej ty powinnaś odpocząć, Ślicznotko.

         - Och, ale ty jesteś uparty. Niech ci będzie.
Piosenkarz uśmiechnął się szeroko i pocałował ukochaną w usta, aby się nie smuciła.

         - Dobranoc.

         - Dobranoc Michael. Śpij dobrze i nie siedź za długo.

Mężczyzna wiedział, że jego ukochana na razie nie zamierzała spać wspólnie z nim w jednym łóżku. Byli razem, ale czuł, że Alice może jeszcze mieć mały uraz po Andrewie.

     Kiedy sam poszedł spać, zastał ją w jej "komnacie" śpiącą, więc po cichu wszedł i poprawił jej kołdrę, aby nie zmarzła. Cieszył się, że w końcu nie musi jej oszukiwać...

piątek, 10 kwietnia 2015

You & Me - XIV

     Kochani! 
Wcześniej ją wstawiam, bo z okazji moich urodzin (już 13, wooow xD) chciałam właśnie to Wam sprawić niespodziankę.
Do notki wstawiam piosenkę, w której się wprost zakochałam.
Pisząc ten rozdział, ciągle jej słuchałam, bo tylko wtedy mogłam wyobrazić sobie całą tą sytuację, o której za chwilkę się dowiecie :) Tylko mnie nie zabijcie, proszę xDDD
Myślę, że Wam również pomoże bardziej to sobie wyobrazić.
Dobrze, kończę gadanie. Miłego czytania ( oraz słuchania :D )



Mijały miesiące.

Michael każdego dnia odliczał powrót Alice.

On, jak i jego dzieci bardzo za nią tęskniły...

       Pewnego dnia, Mickey siedząc w salonie zerknął na kalendarz, wiszący na jednej ze ścian.

Zauważył, że dzień wcześniej powinna do niego zadzwonić, ponieważ to był jej dzień powrotu.

"Może zapomniała o mnie? Może poznała w Londynie innego i została z nim... Och, Alice..." - pomyślał, czując w sercu duży smutek.

Po kilkudziesięciu minutach poczuł wibrację w kieszeni. Jego komórka, która była wyciszona na czas pracy, nieustannie drżała, aby zwrócić na siebie uwagę.

Muzyk szybko chwycił urządzenie i zerknął na ekran, mając nadzieję, że dzwoni Alice.

Wyświetlało się imię jego siostry, Janet, na co mężczyzna cicho westchnął.

"Janet... Ciekawe czemu dzwoni" - pomyślał, odbierając połączenie.

    - WŁĄCZ SZYBKO TELEWIZOR!! - usłyszał jej głos w słuchawce, który był przepełniony smutkiem i troską.

    - Chwila moment! Jeśli zaś mówią o mnie, to nie dzięki. Wiesz, że ich nienawidzę.

    - Włącz i nie marudź. To nie o ciebie chodzi!

Słowa siostry bardzo go zaskoczyły, więc nieco niechętnie włączył telewizor i przełączył na kanał informacyjny. Po chwili jego oczom ukazała się plansza z wielkimi literami mówiącymi... o wypadku autobusowym. Troszkę niżej zauważył, że jego Alice jest w ciężkim stanie. Wracając razem z grupą innych aktorów z Londynu miała wypadek, z którego na szczęście wszyscy przeżyli.

    - Nie... To nie może być prawda! - krzyknął, czując jak w głowie zaczynają się zbierać nowe wątpliwości, obawy...

    - Michael, też teraz to oglądam. Nie wiem jaki kanał włączyłeś, ale na moim mówią, że została przewieziona do St. Vincent Medical Center.

     - Dzięki. Zaraz tam pojadę.

Piosenkarz szybko się rozłączył i pobiegł w stronę opiekunki, która bawiła się z jego dziećmi.

Szybko wytłumaczył, że musi gdzieś jechać, po czym wsiadł w swoje auto.

Jeden z ochroniarzy zauważył jego nerwowość i ogólny stan psychiczny, więc również wsiadł do auta. Bał się, że jeśli jego pracodawca  nie pojedzie bez ochrony, ktoś może mu zrobić coś złego...

     W głowie Michaela kłębiły się myśli wokół Alice. Nic nie wiedział o jej wypadku. Mimo, że była w złym stanie, dla niego to i tak za mało informacji.

Kiedy po ponad godzinie zjawił się pod szpitalem, wiele fanów aktorki stało i ze smutkiem wpatrywało się w okna szpitalne. Wszyscy modlili się o to, aby wyszła z tego cało.

Muzyk z pędem wpadł do recepcji i nie zważając nawet uwagi na to, że nie jest przebrany i każdy może go rozpoznać, szybko zaczął się pytać, gdzie leży Alice.

Pielęgniarka wskazała mu piętro, korytarz oraz salę, na co piosenkarz serdecznie podziękował i szybko pobiegł w tamtym kierunku.

Zmierzając w stronę sali, zauważył jej brata oraz pewną dziewczynę, która tuląc się do niego, płakała.

Po chwili Nicholas zobaczył Michaela i spojrzał na niego nieco srogo.

     - Widzę, że ty także tu przyszedłeś...

     - Nicholas, wiem, że mnie nie lubisz. Już nie o to chodzi. Jak ona się czuje?

      - A jak widzisz?

Pisarz wskazał na drzwi, które zostały w pewnych miejscach zostały oszklone, by móc zobaczyć, co się za nimi dzieje.

    W pomieszczeniu było dwóch lekarzy, którzy sprawdzali stan aktorki.

Po kilku minutach wyszli, zerkając na Michaela nieco zdziwieni.

     - Na razie stan pacjentki się unormował. Jeśli chce pan wejść, to zezwalam na to zgodę - rzekł do Nicholasa jeden z lekarzy, poprawiając swoje okulary.

Pisarz westchnął cicho i zerknął na nadal zapłakaną Margaret. Szepnął jej coś cicho do ucha i wszedł do sali.

Michael usiadł bezsilnie na krześle i wbił wzrok w podłogę. W duchu prosił Pana o uzdrowienie Alice. Nie chciał, aby jego ukochana odchodziła zbyt wcześnie z tego świata...

     - To ty jesteś tym czarnowłosym łamaczem serc. - usłyszał po krótkiej chwili głos kobiety.

     - Słucham?

    - Alice tak cię nazwała. Gdyby teraz ciebie widziała... Byłaby szczęśliwa - w jej  oczach znów zabłysnęły łzy.

    - Nie płacz. Będzie dobrze. - mężczyzna widząc, jak kobieta znów zaczyna płakać, niepewnie podszedł do niej i podał jej chusteczki.

     - Przepraszam, że się nie przedstawiłam. Jestem Margaret, przyjaciółka Alice. - odrzekła, powoli uspokajając się.

     - Miło mi. Mnie pewnie i tak znasz... Powiesz mi, co się stało?

Margaret wzięła kilka głębokich wdechów i usiadła na krześle.

     - Byliśmy podzieleni na dwa busy. Ja jechałam razem z jej bratem, ale Alice uparła się, że usiądzie w drugim, bo pokłóciła się z Nicholasem. Kiedy przyjechaliśmy już na miejsce, okazało się, że bus Alice miał wypadek. Między nami była godzina różnicy, ponieważ często robili przerwy. Nicholas od razu chciał pojechać na miejsce zdarzenia. Bus został uderzony przez inny samochód i uderzył w drzewo.
Najbardziej ucierpiała Alice i kierowca, ponieważ siedzieli z przodu.
To cud, że wszyscy przeżyli...

     Michael westchnął głęboko i spojrzał na Nicholasa, który siedział przy swojej siostrze i płakał...

Podane leki sprawiły, że Alice zasnęła głębokim snem, więc nic nie mogła zobaczyć, czy cokolwiek powiedzieć.

Kiedy w końcu niepewnie uchylił drzwi, widział jak Nicholas zerka na niego i wycierając swoje łzy, wstał i ucałował siostrę w czoło. Bez słowa wyszedł z pomieszczenia, w którym przebywali teraz sam na sam... Alice i Michael...

      Piosenkarz ze smutkiem usiadł na krześle i chwycił ją ostrożnie za dłoń.

Poprawił jej nieco zakrwawione włosy z czoła i spojrzał na bladą, prawie całą zabandażowaną twarz.

     - Moja biedna Alice... Tak bardzo się o ciebie wszyscy martwimy... Musisz wyjść z tego cało, musisz... - szeptał cicho, czując jak jego kąciki oczu robią się wilgotne.

Tak bardzo tęsknił teraz za jej głosem, uśmiechem... dotykiem, po którym czuł się bardzo szczęśliwy.

Przypominając sobie ich wspólne chwile, czuł jak jego łzy wolno spływają po policzkach.

Pragnął teraz, aby to wszystko okazało się tylko złym snem. Koszmarem, z którego zaraz się wybudzi...

Delikatnie głaskał jej dłoń, cały czas wpatrując się w jej poważny wyraz twarzy. Wiedział, że ona go słyszy... Przecież to taka inna forma "snu"

      - Alice... wiem, że mnie słyszysz... wiem, że mnie czujesz... Proszę cię, bądź silna i wróć do nas. Do nas wszystkich...

Mężczyzna ostrożnie pocałował ją w usta i wstał, rozluźniając uścisk.

Poczuł jednak jak dłoń Alice powoli się zaciska. Spojrzał na nią pełen nadziei, a jego oddech nieco przyśpieszył. Znów usiadł na krześle i zerknął na jej twarz.

Dziewczyna resztkami sił otworzyła oczy i spojrzała na szczęśliwą twarz Michaela.

     - Gd-dzie ja je-estem? - zapytała, oddychając coraz to szybciej ze strachu.

     - Ciii... Jesteś w szpitalu. Nie bój się. Wszyscy czekaliśmy, aż się obudzisz.

     - Ale wypadek... Boże, moja głowa... Ja nic nie pamiętam...

Mężczyzna pogłaskał spokojnie jej prawy policzek i widząc jej strach w oczach, starał się ją uspokoić.

      - Nie wysilaj się. Jest wszystko dobrze.

   Po krótkiej chwili do sali wpadł Nicholas, a zaraz za nim Margaret. Stanęli przy niej i z radością ostrożnie chcieli ją przytulić.

Nicholas po chwili zerknął na Michaela i z uśmiechem delikatnie pokiwał głową.

Alice niczego nieświadoma wymusiła na swojej twarzy uśmiech, a kiedy Michael chciał odejść, wyciągnęła do niego swoją słabą dłoń.

     - Zostań, proszę - szepnęła, czując jak powoli siły znów ją opuszczają.

Przymknęła oczy, głęboko oddychając.

Mike usiadł przy niej i chwycił ją za rękę, nie zwracając najmniejszej uwagi na obecność Nicholasa oraz Margaret.

    - Jestem, jestem tutaj Alice...

Dziewczyna otworzyła delikatnie oczy i uśmiechnęła się. Na niewielkiej wysokości podniosła dłoń i pogłaskała go po policzku.

    - Michael... Ja... Kocham Cię. - szepnęła, czując jak łzy napływają jej do oczu. Ze szczęścia oczywiście.

Jej brat i przyjaciółka byli zaskoczeni słowami Alice, natomiast piosenkarz ani trochę.

Pocałował jej dłoń i zerknął ukradkiem na pisarza i jego dziewczynę.

Margaret delikatnie pociągnęła Nicholasa, aby wyszli z sali. Wiedziała teraz, że jej przyjaciółka chce zostać z Michaelem sam na sam.

      Pisarz niechętnie wyszedł, czując z jednej strony radość, z drugiej strach.

     - Alice, ja ciebie także kocham. Przepraszam cię za tą Marie... Po prostu bałem się, że wyznając prawdziwe uczucie wyśmiejesz mnie. Przepraszam. - odparł po chwili, kiedy zostali sami.

     - Nic się nie stało. Nie przepraszaj mnie. Ważne, że teraz wyznałeś mi swoje uczucie.

Michael zaśmiał się cicho i po raz drugi połączyli się w długim pocałunku...

Tym razem ich serca były szczęśliwe, nareszcie odważyli się wyznać prawdę...


"Spotkanie kogoś, kogo pokocha się z wzajemnością, jest wspaniałym uczuciem. Ale spotkanie bratniej duszy jest uczuciem chyba jeszcze wspanialszym. Bratnia dusza to ktoś, kto rozumie cię lepiej niż ktokolwiek inny, kocha cię bardziej niż ktokolwiek inny, będzie przy tobie zawsze, bez względu na wszystko. Podobno nic nie trwa wiecznie, ale  czasami miłość trwa nawet wtedy, kiedy ukochana osoba odejdzie."

czwartek, 9 kwietnia 2015

Dziewczyna, która poznała Anioła - Uwierz w Anioła. On czeka na Ciebie...

Kochani! 
Dzisiaj nie pojawi się notka z serii You & Me, ale mam pewną propozycję. Co powiecie na ten pomysł?
Chcielibyście, aby historia była kontynuowana?
Mam nadzieję, że się Wam spodoba, a gdyby nie... napiszcie mi o tym. Zrozumiem.
Pamiętajcie, ja wszystko co piszę, robię to dla Was. 
Życzę miłej lektury :*
P.S. Kocham Was <3
P.S.2 Słyszeliście o akcji pt. "InnocentMichaelJackson"? Niestety znów oskarżyli Michaela -.-
Jako wsparcie, przy każdym poście, zdjęciu...(Facebook, Twitter, Ask itp.) cokolwiek wstawiacie, piszcie #InnocentMichaelJackson. Niektórzy noszą też białe wstążki (kolor nadziei) z napisem : INNOCENT. Wspierajmy teraz jego rodzinę oraz jego samego. Nawet zmarłemu nie dadzą spokoju -.- Coraz bardziej tracę nadzieję na ten świat...

                           *~*~*

Przedstawię Wam pewną historię dziewczyny o imieniu Amanda... Niestety, to będzie smutna opowieść...

Dziewczyna, mająca 18 lat, żyje na tym świecie w opuszczeniu od wszystkich...
Jej włosy, przypominające fale ciemnej kawy, doskonale kontrastują się z oczami o niespotykanym odcieniu ciemnej akwamaryny mieszanej z kolorem fioletu.
Amanda

W stosunku do obcych jest bardzo oschła, ponieważ los obdarzył ją ciężkim, jak dotąd życiem.

Jedyną osobą, której mogła zaufać była jej młodsza siostra, 6 letnia również brązowowłosa dziewczynka o oczach odcienia błękitnego nieba.

Młodsza, pełna radości i codziennego uśmiechu na twarzy, była w porównaniu ze swoją siostrą, Małym Aniołkiem...
Camilla

Niestety, ten Mały Aniołek cierpiał na śmiertelną chorobę... Nowotwór płuc sprawiał, że z każdym dniem, była bliżej końca swojego ziemskiego życia, które było jeszcze tak młode.

Jej starsza siostra każdego wieczoru, kiedy mała zasypiała, zawsze stawała blisko okna i zaczynała płakać, oskarżając Boga o tak zły los. Ta mała kruszynka nie była niczemu winna, dlaczego akurat ona? Skoro Bóg kocha wszystkich i chce dla nich dobrze, to dlaczego zabiera ją tak tak szybko z tego świata?!

Z każdym dniem, dziewczyny próbowały spędzać ze sobą tak czas, aby zapomnieć o tym, że już wkrótce jedna z nich pójdzie do grona Aniołów.
Amanda  modliła się aby czas jak najbardziej spowolnił. Aby jej mała Camilla była najszczęśliwszym dzieckiem, bez trosk i smutków...

Niestety, pewnego słonecznego dnia, Camilla została zebrana do domu Pana, a jej pogrzeb, mimo, że był bardzo ubogi, został zorganizowany kilka dni po jej śmierci.

Amanda nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło. Kolejna osoba została jej zabrana. Straciła już jakąkolwiek nadzieję, że coś dobrego się przydarzy. Jej nienawiść wobec Boga zwiększyła się o kolejną jej bliską osobę i cały czas krzyczała do niego, za to, co jej zrobił.

- Skoro istniejesz, to czemu zabierasz tak szybko ludzi?! Mogłeś mnie zabrać, ale nie ją! Nienawidzę Cię, słyszysz?! NIENAWIDZĘ! - mówiła na tyle głośno, aby mogła siebie usłyszeć, lecz na tyle cicho, aby nikt jej nie usłyszał.

Jej słone łzy powoli skapywały na nagrobek jej małej siostrzyczki, która jeszcze niedawno z nią była...

Nie zwracając na płynący czas, po jakimś czasie poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.

Natychmiast odwróciła się i przetarła załzawione oczy, by móc zobaczyć twarz drugiej osoby.

Mężczyzna, ubrany cały na biało, z czarnymi jak noc włosami, które były silnie kręcone oraz te czekoladowe oczy... Wpatrujące się w nią z troską i smutkiem.

     - Dlaczego płaczesz? Co się stało? - zapytał melodyjnym głosem, siadając obok Amandy.

     - Nie twoja sprawa. Nie zrozumiesz tego. Na tym żałosnym świecie nie ma już krzty nadziei... - odparła z niesmakiem dziewczyna, przecierając swoje łzy.

     - Tęsknisz za swoją siostrą, prawda? - znów zapytał, zerkając tym razem na grób, przy którym oboje się znajdowali.

     - Nie, kurde... Za Myszką Miki. W ogóle kim jesteś i jak śmiesz tutaj przebywać?! Nie znam Cię!

     - Spokojnie. Jestem waszym przyjacielem. Amando, chcę ci powiedzieć, że Camilla jest bardzo szczęśliwa i prosiła mnie, abym ci o tym powiedział - mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, dotykając spokojnie jej ramienia.

    - Kim ty do licha jesteś?! Skąd znasz moje imię?! - dziewczyna spanikowała i natychmiast wstała, odsuwając się od niego.
 
    - Amando - zaczął mężczyzna, również wstając - nie powinnaś się mnie bać. Anioły nie chcą nikogo zranić. Twoja siostrzyczka chciała, abym się zjawił  i przekazał, że wszystko jest u niej dobrze. Tęskni za tobą bardzo mocno.

    - Ty, Aniołem?! Kurczę, gadam z jakimś psychopatą! Nie, ze mną chyba nie jest aż tak źle.

Mężczyzna westchnął cicho i mimo, że jej słowa go raniły, podszedł do niej i delikatnie ujął jej dłoń.

Amanda natychmiast przestała panikować i spokojnie spojrzała mu w oczy...

Anioł, poprzez swój wzrok, chciał ją uspokoić aby się jego nie bała i mu zaufała.  Kiedy to się w końcu spełniło, w jej oczach znów zabłysnęły łzy.

    - Skąd jesteś? Kim jesteś? - zapytała, słysząc w głowie śmiech swojej siostry.

     - Ludzie często zapominają o naszym istnieniu. Potrzebują pomocy, a my im właśnie pomagamy. W większości zapominają o prawdziwych uczuciach i ranią nie tylko nas, ale i samych siebie. Mieszkamy bardzo wysoko, tam gdzie ludzki wzrok nie dosięga. Nasze bramy przyjmą każdego, kto zasłużył na dobroć i miłość, jeśli na ziemi sam je odwzajemniał. - odpowiedział mężczyzna, delikatnie ścierając jej pojedyncze łzy.

     - Skoro tak, to dlaczego moja siostra sama do mnie nie przyszła?

     - Dzieci same nie mogą opuszczać naszego Domu, ponieważ zło, które się tutaj, na ziemi mieści, mogłoby je bardzo zranić. Są zbyt słabe, by wytrzymywać obelgi i złe słowa ludzi.

Amanda westchnęła cicho i czując wielką potrzebę przytulenia się, zrobiła to, czując jak mężczyzna głaszcze ją po włosach.

      - Kiedyś, zanim zostałem Aniołem, również żyłem tutaj na ziemi. Byłem bardzo sławny, ale i nie rozumiany przez większość ludzi. Oskarżali mnie o coś, chociaż prawdy nie znali. Zarzucali mi czyny, których nigdy bym się nie dopuścił. Moje życie było pełne upadków, ale i szczęśliwych chwil. Teraz, codziennie zerkam na swoje dzieci oraz na inne pociechy i staram się je  uchronić. Każdy ma jakiś cel w życiu wyznaczony przez Boga. Dlatego też Camilla została wcześniej wezwana do Pana, by móc spełniać Jego wolę w Niebie, lecz dla ciebie nadal ma tutaj.

       - Jaką? Powiesz mi? - zapytała z nadzieją dziewczyna, wpatrując się w oczy mężczyzny.

       - Musisz sama ją odkryć, pomoże ci serce. Pamiętaj, że Bóg chce dla ciebie jak najlepiej  nigdy nie zostaniesz sama. Zawsze będzie ktoś z tobą. Raz możemy być my, Anioły, a raz pewna osoba, żyjąca na tym świecie. - odrzekł, uśmiechając się w jej stronę. Po krótkiej chwili chwycił jej dłonie i przyłożył do jej serca - W tym miejscu zawsze będą twoi bliscy. Ja również będę cię chronił, ponieważ już od dawna przyglądałem się razem z twoimi rodzicami tobie i twojej siostrzyce.

      - Będziesz moim Aniołem Stróżem? - zapyała, widząc jak mężczyzna zaczyna powoli znikać.

      - W pewnym sensie. Moje imię brzmi Michael. Kiedy będzie ci smutno, wezwij mnie  i ja przybędę. Będę, gdzie i ty...

     - Obiecujesz? - zapytała, wysuwając swoje dłonie, chcąc zatrzymać Anioła.

     - Obiecuję. Pamiętaj, nigdy nie będziesz sama. Zawsze ktoś będzie przy tobie. Zawsze...

Amanda widząc, jak Michael puszcza jej dłoń i znika w powietrzu, poczuła ogromny smutek.
W jej głowie nadal brzmiały jego słowa, jego głos...

      "Chyba zwariowałam. Dziwne, że nawet ludzie nie zwrócili na nas uwagi. Może to tylko sen... Może to moja wyobraźnia płata mi figle, a gdy się obudzę, będzie tak jak dawniej? " - pomyślała, kierując się w stronę domu.

Michael 
Kiedy zjawiła się już w swoim cichym mieszkaniu, zauważyła na stole małe zdjęcie i rysunek, który został namalowany przez swoją siostrę. Camilla, zanim umarła, często opowiadała jej, jak śni się pewien pan. Pan, który bawił się z nią oraz innymi dziećmi.
Wtedy dokładnie przyjrzała się rysunkowi i  zauważyła pewne podobieństwo do zdjęcia mężczyzny.

- To on! To ten Anioł! Czyli to prawda, co mówiła Camilla - rzekła po chwili, słysząc w uszach radosny śmiech siostry oraz Anioła.

Nie zdawała sobie sprawy z jednej rzeczy.

Oboje stali przy niej, będąc niewidocznymi i z uśmiechem się przyglądali.

            - Michael, ona cię zauważyła! Uwierzyła, że nie kłamałam. - rzekła mała dziewczynka, trzymając swojego przyjaciela za dłoń.

            - Wiem, zobaczysz. Jeszcze nie raz będziemy z niej dumni. Teraz chodź... Czas do domu. Twoi rodzice też chcą spędzić z tobą czas.

Anioł wziął dziewczynkę na ręce i razem z nią zniknął do Nieba...
Wiedział, że nie raz będzie składał wizytę u Amandy...

środa, 8 kwietnia 2015

Heal The World I

Kochani!
Z okazji tego, że mam już ponad 2000 wyświetleń, dzisiaj pojawi się notka z serii [Y/N]. 
Akurat złożyło się, że notka będzie dwuczęściowa (druga część pojawi się za tydzień.)
Piszę ją z dedykacją, dla mojej przyjaciółki, która ma dzisiaj urodziny. 
Happy Birthday Olu! ( DangerousGirl 1958 )
Tak, więc... Miłego czytania :*

      Ach, początek dnia zapowiada się tak wspaniale.

Słońce dopiero co się "obudziło", by móc wszystkich powitać piękną, słoneczną pogodą.

Pracujesz jako opiekunka w domu dziecka. Ta radość na twarzyczkach dzieci, kiedy Cię widzą...

Czujesz się jak ich matka. Każde chce, abyś chociaż przez chwilę poświęciła mu uwagę.

Jadąc do pracy, czujesz, że dzisiejszy dzień będzie najbardziej niesamowity ze wszystkich dni, które przeżyłaś. W końcu nie bez powodu.

Do placówki ma przyjechać ktoś sławny. Ktoś, kto bardzo kocha dzieci i chce dla nich jak najlepiej.

Dla niego uśmiech dziecka jest najwspanialszą rzeczą na świecie. Nawet setki nagród, które zdobył, tracą przy tym jakąkolwiek wartość.

    W progu już witają Cię te małe psotniki, które na Twój widok cieszą się i biegną w Twoim kierunku.

Przytulają Cię ze wszystkich stron, a Ty nawet nie możesz zrobić jednego kroku... Tak dużo ich jest.

- [Y/N]! Ciocia [Y/N] przyjechała! - krzyczy mała dziewczynka, o blond włosach, by wszystkim zakomunikować Twoje przybycie.

- Witajcie smerfy. Tęskniłam za Wami, a Wy za mną też? - pytasz, widząc ich radosne buzie.

Wszystkie kiwają twierdząco głową, by po chwili każdy mógł opowiedzieć Tobie co się śniło tej nocy.

     Zawsze tak robią, bo wiedzą, że bardzo Cię to interesuje. Po dłuższym czasie spędzania z nimi, widzisz jak Pani Dyrektor idzie w Twoim kierunku. Kobieta w podeszłym wieku z uśmiechem się przygląda, kiedy Ty razem z innymi paniami spędzasz czas z tymi małymi pociechami, które z różnych powodów nie mogły mieć własnego, ciepłego domu.

Na samą myśl, robi Ci się smutno, że te małe Aniołki spotkał tak zły los. Przecież nie są niczemu winne, aby tak spędzać lata nie wiedząc nawet, kim są ich rodzice.

     Z upływem czasu nie zdajesz sobie sprawy, że lada moment ma się pojawić ON. Ten, którego znają miliony. Ten, na którego widok mdleją fanki.

Kiedy wszystko jest już przygotowane, słyszysz kroki. Zauważasz eskortę ochroniarzy oraz kilka fotografów, mający za zadanie upamiętnić ten wspaniały dzień. Chwilę potem widzisz jego postać.

Michael jak zwykle uśmiechnięty, wita się uprzejmie z Panią Dyrektor, z Wami oraz z małymi dziećmi, którym wszystko obojętne, kim jest Michael Jackson. Dla nich, jest zwykłym Michaelem, który nie jest piosenkarzem, Królem Popu... Jest po prostu przemiłym mężczyzną, który zawitał w ich wspólny dom.

     Siada w wyznaczonym przez dzieci miejscu i z ciekawością słucha wszelkich opowiadań, które mają mu do powiedzenia. Rico, który zdaje się być bardzo nieśmiały, nie jest w stanie podejść do muzyka i poprosić o autograf. Ten mały chłopiec, który zazwyczaj jest pełen życia, dzisiejszego dnia nie ma nawet najmniejszej odwagi. Podchodzi do Ciebie i bez słów chwyta za dłoń. Rozczula Cię ten gest, więc bierzesz go na ręce i spoglądasz na niego.

       - Co się stało? - pytasz, poprawiając mu opadające włoski na czoło.

       - Boję się zapytać pana Michaela o autoglaf. - szepcze, wtulając się w Ciebie mocniej.

Kołyszesz chłopczyka delikatnie i zauważasz po chwili czujny wzrok piosenkarza na sobie.

Obserwował Cię już dobre kilka minut, a Ty nawet o tym nie wiedziałaś.

       - To razem go poprosimy, zgoda? - szepczesz cicho do ucha Rickowi, również zerkając od czasu do czasu na Michaela.

    Malec pokiwał głową, że się zgadza, a Ty ustawiasz się w małej kolejce, którą utworzyły dzieci, by zdobyć podpis piosenkarza.

Kiedy nadchodzi Twoja kolej, dajesz chłopczyka z powrotem na ziemię i zerkasz na malca, który walczy z samym sobą. Puszcza po chwili Twoją dłoń i przytula się do muzyka bardzo mocno.

Michael, który był nieco zaskoczony nagłym gestem, uśmiechnął się szeroko i odwzajemnił tulenie, usadowując dziecko na swoich kolanach.

      - Widzę, że odważyłeś się do mnie podejść. - zaśmiał się cicho, widząc uśmiechniętą twarz chłopczyka.

      - Ciocia [Y/N] mi pomogła - odpowiedział malec, wskazując na Ciebie ręką.

Muzyk zerknął na Ciebie i uśmiechnął się szeroko. Na Twojej twarzy pojawiło się małe zawstydzenie, ponieważ nigdy nie stałaś twarzą w twarz z tak sławnym mężczyzną.

Michael podpisał swoje zdjęcie i wręczył je chłopcu. Po krótkiej chwili nadeszła chwila wręczenia prezentów, które muzyk przywiózł razem ze sobą.

     - Może chce pan pomocy? - pyta miło Pani Dyrektor, widząc jak duże opakowania zostają wniesione przez ochroniarzy.

     - Hmm, przydałaby się. Może pani [Y/N] chciałaby mi pomóc? - mówi w Twoim kierunku, przy czym wszystkie dzieci krzyczą radośnie, byś się zgodziła.

Niepewnie podchodzisz i siadasz obok Michaela, by pomóc mu wręczać prezenty dzieciom.

Każda z pociech,  kiedy otrzymała podarunek, z dużą ostrożnością zdejmowała papier dekoracyjny, by móc cieszyć się emocjami, które teraz przeżywała.

Widziałaś ich poważne miny, kiedy w końcu odkrywali swoje podarunki. Nie zauważyłaś tylko, że co jakiś czas wzrok piosenkarza zatrzymywał się właśnie na Tobie.

Po dwóch godzinach spotkania, muzyk ze smutkiem oznajmił, że będzie musiał już iść.

Dzieci z żalem tuliły się do Michaela, powstrzymując łzy, które napływały im do oczu.

Rico wręczył mu swój mały prezent. Rysunek, z wielkim serduszkiem, który w środku miało napisane: THANK YOU, MICHEL JAKSON. Te drobne literówki sprawiły, że pomimo smutku związany z odejściem,  na twarzy Michaela zagościł szeroki uśmiech. Przytulił chłopca do siebie i z dumą zerknął na rysunek. Po krótkiej chwili reszta dzieci chciała także coś narysować i mimo napiętego grafiku i przypomnień jednego z ochroniarzy, Michael postanowił poczekać. Widział, jak te małe urwisy kreślą coś na swoich kartkach. Niespodziewanie słyszysz jego głos, który zwraca się właśnie do Ciebie.

      - Pani to ma szczęście. - mówi, spoglądając na Ciebie.

Uśmiechasz się delikatnie, poprawiając swoje włosy.

      - A mógłbym mówić Pani po imieniu? Oczywiście, jeśli nie ma Pani nic przeciwko. - dodaje, widząc delikatne rumieńce na Twojej twarzy.

      - Tak. Jestem [Y/N].

      - Ślicznie. Mnie to znasz. Wiesz, jak tak widzę, to te dzieci na prawdę Cię kochają.

      - Wiem. Jak widzę ich uśmiechniętych, to miód zalewa moje serce.

      - To prawda. Może chciałabyś kiedyś przyjechać z nimi do Neverlandu? Porozmawiam z Panią Dyrektor... Co Ty na to?

      - Ja? - pytasz zaskoczona, spoglądając na inne opiekunki, które mrugają porozumiewawczo w Twoją stronę.

       - Tak, ty [Y/N]. Zgodziłabyś się, gdyby była taka okazja?

Zastanowiłaś się. To mogłaby być Twoja szansa. Ale chwila, chyba on nie zamierzał Cię podrywać. Nie, nie mogłaś się spodobać samemu Michaelowi Jacksonowi... To byłoby dziwne. A jeśli nawet?

       - Jeśli Pani Dyrektor się zgodzi. To w porządku.

       - To wspaniale.

 Widzisz jak się uśmiecha, a po chwili ustawia się obok Was kolejka małych szkrabów. Każde dziecko wręcza gościowi swój rysunek. Kiedy wreszcie wszystkie zostały przytulone przez muzyka, widzisz jak zbiera się do wyjścia. Co jakiś czas zerka na Ciebie i uśmiecha się szeroko.
Żegna się ze wszystkimi, by na koniec móc zniknąć za drzwiami.

wtorek, 7 kwietnia 2015

You & Me - XIII

     Każdy dzień, który powoli mijał, sprawiał wrażenie Alice niekończącą się podróżą przez uśmiech, łzy, ciężką pracę i satysfakcję, że jest bliżej końca trudnej męki, niż początku.

We wrześniowy słoneczny poranek, aktorka nareszcie mogła odpocząć od nawału pracy.

Jeden dzień wolnego, który w pełni zasłużyła, miał być dniem pełnym niespodzianek.

Z każdą osobą, z którą współpracowała, starała się jakoś zaprzyjaźnić, czy poznać.

Po kilku próbach jej życzenie zostało spełnione i każdy, nawet największy "sztywniak" zaczął obserwować swoje otoczenie z innej perspektywy.

Tajemniczy brunet, który faktycznie okazał się być jej filmowym chłopakiem z zimną krwią, stał się jej jednym z dobrych kumpli. Brandon tylko z pozoru wyglądał na mężczyznę chcący wyrwać pierwszą lepszą na randkę. Wiedział i czuł, że Alice nie jest w stanie odwzajemnić miłości, ale chcąc czy też nie, postanowił być jej tylko i wyłącznie przyjacielem.

Właśnie teraz, gdy mieli wolny czas, zaproponował dziewczynie aby mogła mu towarzyszyć we wspólnym spacerze. Dotychczas nie miał czasu, by na spokojnie móc porozmawiać i poznać ją, tak jakby tego chciał.

Aktorka z wielką chęcią się zgodziła, bo uważała, że nowe znajomości nie zawsze muszą kończyć się rozczarowaniem czy smutkiem. Pamiętała jednak, że jej serce ma już swojego "domownika" i widząc zainteresowania innych mężczyzn, stanowczo aczkolwiek delikatnie mówiła NIE.

Kiedy wybiła godzina spotkania się pod hotelem, Alice ubrana "elegancko, lecz na luzie" czekała z cierpliwością, aż pojawi się jej towarzysz.

Brandon po kilku minutach zjawił się obok niej, by po chwili oboje mogli spokojnie cieszyć się chwilą odpoczynku.

Spędzając razem czas w parku, nie wiedzieli, że są bacznie obserwowani przez paparazzi.

Te "chodzące aparaty" z czujnością spoglądali i czekali na wspaniały moment, kiedy to aktor przytula dziewczynę, czy też na odwrót.

Brunet, kiedy przechodzili obok małego wózka z lodami, bez zbędnych słów postanowił zakupić lody i móc poczęstować swoją rozmówczynię.

- Jaki chcesz smak? - zapytał, zerkając w stronę uśmiechniętej Alice.

- Mówiłam, że nie chcę. No, ale skoro jesteś taki uparty, to po proszę czekoladowy.

- Mmm, dobry wybór. Też lubię.

Aktor zaśmiał się i poprosił o wymieniony smak lodów, a kiedy już je otrzymał, zapłacił i z uśmiechem wręczył jeden aktorce.

- Dziękuję. To teraz gdzie chcesz mnie zaprowadzić? - odrzekła Alice, idąc równym krokiem wraz z Brandonem.

- Tam gdzie mnie oczy poniosą - zażartował chłopak, co jakiś czas jedząc swoją porcję lodu.

- Ciekawa odpowiedź. Wiesz, zadziwia mnie pomysł reżysera. Masz grać faceta z zimną krwią, a przy najbliższych potulnego baranka. Nie wydaje ci się, że może wyjść kicha?

- E tam. Z moim talentem wszystko jest możliwe. Znaczy się... Nie ważne co zagram, ważne że zawsze wyjdzie coś niesamowitego.

- Mhm, ciekawe, ciekawe...

- No, a powiedz mi. To prawda, że masz niezłe znajomości?

- Zależy o jakich znajomościach mówisz. - odpowiedziała aktorka, cicho chichocząc, kiedy ujrzała pobrudzoną brodę Brandona.

- No wiesz... chociażby MJ'a. Może i nie wiesz, ale kiedy byłem mały, strasznie uwielbiałem jego piosenki. Próbowałem naśladować jego taniec, ale zawsze kończyło się to wpadnięciem na drzwi czy szafę. Ogółem mówiąc, jestem jego małym fanem.

Aktorka próbując powstrzymać się od śmiechu, wzięła swoją serwetkę i ostrożnie wytarła brodę mężczyzny.

- Hmm, przydałby ci się chyba śliniaczek, bo strasznie się pobrudziłeś. Co do twojej wypowiedzi, to i owszem. Przyjaźnię się z Michaelem. Ale czuję, że chcesz mi coś jeszcze powiedzieć. - odparła, widząc jak Brandon siada na skraju fontanny.

- Tak. Słyszałem, że on chce wydać nową płytę. Jeśli się tak stanie, poprosisz go o autograf?

- Uuu, marzy ci się podpis  Michaela Jacksona?

- No pewnie! Może i jestem niezłym aktorem, ale takich znajomości to jeszcze nigdy nie miałem.

- Taaa... A Madonna to przypadkiem niby zwykła gwiazda? Przecież dudniło o was telewizji, że miałeś niby z nią romans.

- A jednak słyszałaś o tym. Ha! No, tak szczerze to niby miałem... Ale nie jest w moim guście. Niestety.

Mężczyzna cicho westchnął i dokańczając swój lód zerknął na Alice. W jego głowie zrodziła się pewna, nieco szalona myśl.

- Wiesz, mam pewien pomysł. Chodź ze mną.

Aktor chwycił dziewczynę odruchowo za dłoń i pognał z nią w kierunku małego strumyczka, który mieścił się za parkiem.

Kiedy się tam zjawili, zauważył łódkę przymocowaną do przystani. Rozejrzał się, a kiedy uznał, że nikt ich nie widzi, postanowił wejść do niej.

- Zwariowałeś?! Nie rób tego! - szepnęła cicho Alice, zatrzymując się przy kilku małych kamieniach.

- Hmm, możliwe, że tak. No chodź będzie super.

- Szaleniec. Nie lubię szaleńców. Wracam do hotelu, na razie...

Dziewczyna już zamierzała odejść, kiedy poczuła jak ktoś zaczyna chlapać.

Stanęła jak wryta i czując jak zimna woda spływa po jej plecach oraz nogach, nie mogła zrobić jednego kroku. Kiedy w końcu jej się udało, odwróciła się i również zaczęła chlapać Brandona wodą.

   Mężczyzna stojąc na jednym z kamieni chwycił aktorkę za ręce i tracąc równowagę wpadł razem z nią do wody.

Na szczęście było płytko, więc woda sięgała im do połowy ud.

- Głupi jesteś! I to strasznie! - odrzekła Alice, śmiejąc się z zaistniałej sytuacji.

- Wiem. Każdy mi to mówi. Ty za to jesteś... bardzo śliczna.

- A idź! Czy wy faceci tylko o jednym?

- Nie, my podziwiamy wasze piękno. Bóg jednak wiedział co tworzy.

Aktorka z trudem powaliła mężczyznę na plecy, próbując go całego zmoczyć.

Kiedy oboje bawili się w najlepsze, nie zauważyli, że obserwuje ich starszy mężczyzna, będący właścicielem przymocowanej łódki.

- No proszę. Teraz tak młodzież spędza czas. Na wzajemnym laniu się wodą. - odrzekł z małym uśmieszkiem.

Aktorka natychmiast spoważniała i próbując pomóc Brandonowi wstać, czuła się nieco speszona.

Kiedy wyszli ze strumyka, starali ukryć swoje nie małe zawstydzenie.

- No dobrze dzieci, lepiej wracajcie do domu, bo jeszcze się rozhorujecie. Ty młodzieńcze ciesz się i chroń swoją ukochaną, bo pewnie nie jeden marzy o takim skarbie jak ona.

Brandon nie krył swojego uśmiechu i widząc zamieszanie Alice, cicho podziękował i razem z nią pędem pognali w kierunku hotelu.

- Widzisz, jakim ty skarbem jesteś? - odrzekł, kiedy byli już na miejscu i wchodzili do windy.

- Tak. A ty młodzieńcze powinieneś dbać o swoją dziewczynę, a tu co? Zaniedbana. Mokra. Zmarznięta.

- Ojej, to chodź tu. Ogrzeję cię.

Brandon już chciał ją przytulić, kiedy drzwi windy się otworzyły. Alice zaśmiała się głośno i prędko wyszła, byle tylko mężczyzna jej nie przytulił.

- Dzięki za ten dzień. Był niesamowity.

- To ja dziękuję Alice... Przynajmniej mogłem spędzić ten czas z tak piękną aktorką.

- No, już nie podrywaj, nie podrywaj... Moje serce i tak jest zajęte, więc przykro mi.

- Tak? A przez kogo? - zapytał aktor, opierając się o drzwi swojego pokoju.

- To tajemnica. Ciii - dziewczyna przyłożyła sobie palec do ust i otworzyła drzwi - Miłego wieczoru, Brandon. Do jutra.

- Do jutra Alice.

     Dziewczyna zaśmiała się i zniknęła za drzwiami pokoju. Z radością odetchnęła z ulgą i postanowiła wziąć ciepłą kąpiel, by móc rozgrzać swoje zmarznięte ciało.

Kiedy zatopiła się w gorącej wodzie, na chwilę zapomniała o całym świecie, o wszelkich smutkach, troskach... Niestety, to co dobre, kiedyś się kończy...

Kiedy po ponad godzinie, woda zaczęła stygnąć, aktorka wyszła z niej, mocno opatulając się ręcznikiem, by móc wyjść z łazienki i przebrać się szybko w piżamę.

Kiedy była już gotowa, tak jak zawsze, postanowiła porozmawiać jeszcze z Michaelem.

Czekała cierpliwie aż usłyszała nieznany jej dotąd kobiecy głos.

- Halo? Kto dzwoni? Tito... przestań mnie łaskotać, kotku... - usłyszała po chwili.

- Jestem Alice, przyjaciółka Michaela. To jego telefon... Czy mogłabym z nim porozmawiać?

- Michael? Aaa... No złociutka, on teraz nie może rozmawiać. Ma właśnie bliskie  spotkanie z... Tito, jak ona się nazywała? A! Z panną "Kwiatuszek".

Alice nie rozumiała co ta kobieta za telefonem do niej mówi. Przeczuwała, że może być to jakiś słaby żart albo, że kobieta ta jest nieźle pod wpływem alkoholu.

Już miała się rozłączać, kiedy usłyszała czyiś głos.

- Oho! Pan ładny idzie tu. Pewnie zaraz będzie się darł. Kończę, pa złotko - odrzekła kobieta, a po chwili połączenie zostało przerwane.

Alice będąc w szoku, nadal trzymała komórkę przy uchu. Nadal nie dotarło do niej, co ta kobieta mówiła. Jaka panna "Kwiatuszek"? Jakie bliskie spotkanie?

Kiedy czuła jak jej serce przepełnia się smutkiem, niespodziewanie jej telefon zaczął dzwonić.

Bez namysłu odebrała połączenie i usłyszała głos Michaela, który próbował jakoś zapanować nad otoczeniem, ciągle kogoś uciszając.

- Cześć. Widzę, a raczej słyszę,  że nieźle balujesz. - odparła smutnie dziewczyna, nie będąc zadowolona z tego co usłyszała.

- Alice, przepraszam cię za to co słyszałaś. Nowa dziewczyna Tita trochę za dużo wypiła i gada głupoty.

- Mhm... No  cóż, jeśli faktycznie masz bliskie spotkanie z panną "Kwiatuszek" to nie będę przeszkadzać.

- Nie mów tak! Nie ma tu żadnej panny "Kwiatuszek". Po prostu miałem dość już ględzenia tej nowej dziewczyny Tita i powiedziałem, że idę do siebie obejrzeć film. To wszystko.

- Z panną "Kwiatuszek"?

Aktorka usłyszała cichy chichot muzyka, a po chwili jego głos.

- Jeśli życzysz sobie, abym tak ciebie nazywał, to dobrze.

- Osz ty! Tak za mną tęsknisz, że aż musisz oglądać filmy, w których gram?

- No wiesz, przynajmniej mam co oko nacieszyć.

- Spadaj! Dziećmi powinieneś się zająć, a nie oglądać głupoty.

- Ej, nie rób ze mnie takiej niańki. Jeśli chodzi o dzieci, to na razie same się bawią. Wyznaczyły mi czas, kiedy mam do nich iść. Podobno jakaś niespodzianka.

- No dobrze. Wiesz, okazuje się, że nawet w gronie aktorów są twoi fani.

- Tak? To pozdrów ich ode mnie.

- Ten pan od żelu do włosów jest nawet miły. Poprosił, abyś dał mu autograf.

- Jak przyjedziecie do Los Angeles, to jasne, że mu dam. Właśnie, kiedy przyjeżdżacie?

- Za 5 miesięcy. Spokojnie, jeszcze ci powiem kiedy dokładnie. No, a jeśli ci się nudzi, to wyślę ci na email nagrywania kiedy się wszyscy wygłupiamy i takie tam, chcesz?

- Pewnie. Zobaczę, czy coś się zmieniłaś.

Aktorka zaśmiała się cicho, a po chwili między nimi zastała niezręczna cisza.

Czasem było słychać ciche westchnienia piosenkarza, czy też skrzepnięcia podłogi, kiedy chodził.

- Wiesz, czasem wydaje mi się, że zanim wrócę, minie wieczność. - odrzekła aktorka, wpatrując się w gwieździste niebo.

- Tylko ci się tak wydaje. Minie to bardzo szybko, zobaczysz...

- Mam nadzieję. To życzę ci miłego popołudnia i pilnuj swojej komórki. Do usłyszenia Mike.

- Dobranoc Ślicznotko i do usłyszenia.

       Dziewczyna rozłączyła się i głośno odetchnęła z ulgą. Fakt, to co usłyszała z ust tamtej kobiety, nieźle ją przestraszyło. Chociaż... to możliwe, że Michael może się odkochać... Tak przynajmniej ona uważa... Po chwili zamknęła oczy i oddała się do krainy snu, by następnego dnia wstać wyspana i wypoczęta...

sobota, 4 kwietnia 2015

You & Me - XII

      Wreszcie nadszedł najbardziej smutny dzień w życiu Alice, mianowicie...

Wyjazd do Londynu.

Z każdą godziną rozłąki próbowała sobie przypomnieć te cudowne chwile, które spędziła z Michaelem czy jego dziećmi. Siedząc w samolocie, tępo wpatrywała się w okno, nie zwracając nawet uwagi na siedzącą obok Margaret oraz Nicholasa. Jej przyjaciółka zauważyła, że coś jest nie tak, więc chwyciła ją delikatnie za rękę.

    - Coś się stało? - zapytała, zerkając w stronę Alice.

Dziewczyna natychmiast oprzytomniała i odwróciła się w jej stronę, poprawiając swoje włosy.

     - Nie. Zamyśliłam się tylko. Jest wszystko w porządku.

Aktorka uśmiechnęła się delikatnie i znów zerknęła w stronę okna, przymykając nieco oczy.

Tak bardzo za nim tęskniła. Brakowało jej jego cudownego uśmiechu i spojrzenia, które wyrażało tysiące emocji naraz.

      - Widzę, że coś się dzieje. Boisz się? - znów zapytała ją Margaret, kierując się bardziej w jej stronę.

    - Nie. Nie boję się. Po prostu... Myślę o kimś. - odpowiedziała, nadal nie odrywając wzroku wbitego w okienko.

Margaret cicho westchnęła i usiadła prosto, zakładając słuchawki. Nikt nie chciał z nią rozmawiać? Dobrze, w takim razie zajmie się sobą.

Alice natomiast z niecierpliwością czekała, aż lot się zakończy. Chciała już mieć to za sobą, by w spokoju skupić się na pracy.

     Po kilku godzinach jej chwilowe marzenie zostało spełnione. Wszyscy pojechali specjalnym busem do hotelu, w którym mieli się zatrzymać.

Dziewczyna natychmiast udała się do swojego pokoju, który razem z innymi mieścił się na ostatnim pietrze.

Od razu rozpakowała swoją walizkę, a gdy była już gotowa, przystanęła przy lustrze i spojrzała na swój naszyjnik, który dostała od Michaela. Uśmiechnęła się, kiedy zaczynała sobie przypominać ich pierwsze spotkanie.

    "Mam nadzieję, że ty o mnie również nie zapomnisz" - pomyślała, dotykając naszyjnika.

Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Okazało się, że był to Nicholas, który chciał się dowiedzieć, jak Alice się czuje.

    - Cześć siostrzyczko. Idziesz z nami się przejść?

    - Wiesz, nie mam humoru. Wolałabym tutaj zostać. Jestem nieco zmęczona.

    - Coś się dzieje? Od początku jesteś jakaś przygaszona.

    - Wydaje ci się.

Dziewczyna usiadła na łóżku i głośno odetchnęła z ulgą. Jej brat wzruszył ramionami i udał się do wyjścia z jej pokoju. Widział Margaret, która cierpliwie czekała, aż wyjdzie.

    - I co? Idzie? - dziewczyna zapytała swojego chłopaka mając nadzieję, że jednak Alice pójdzie.

    - Nie. Coś ją trapi, ale nie chce wyjawić co. Martwi mnie to.

Jego dziewczyna zamyśliła się, po chwili pocałowała go lekko w szorstki od zarostu policzek.

   - Idź już razem z innymi się przejść. Pogadam z nią. Najwyżej do was dojdę.

   - Ale na pewno? - chłopak nie krył lekkiego smutku.

   - Tak,  na pewno.

     Pisarz uśmiechnął się delikatnie i razem z innymi kumplami ( a aktorami, którzy również się dostali ) wyszedł z hotelu, by zwiedzić okolice. Margaret wzięła kilka głębokich wdechów i cicho zapukała w drzwi, czekając na odpowiedź.

    - Nicholas, mówiłam, że nigdzie nie idę. Daj mi spokój, proszę. - usłyszała po chwili.

Dziewczyna nie przejęła się tymi słowami, więc delikatnie otworzyła drzwi. Weszła do środka i ujrzała, jak Alice siedzi na łóżku i czyta książkę.

    - Margaret? Ojej, przepraszam. Myślałam, że Nicholas znów się dobija. Wybacz, ale on mi już działa na nerwy.

    - Wiem. Nic się nie stało. Martwimy się o ciebie.  Ostatnio jesteś taka nieobecna.

Alice zamknęła swoją lekturę i zerknęła na przyjaciółkę. Mieli rację. To co teraz się działo, źle na nią wpływało. Nie powinna się tak zachowywać.

    - Czy nadal za kimś tęsknisz? - padło pytanie do niej kierowane.

Dziewczyna odwróciła wzrok i delikatnie przygryzła swoją dolną wargę. Jej przyjaciółka usiadła obok niej i przytuliła ją mocno.

    - Nawet nie wiesz jak bardzo. Tęsknię za nim każdego dnia. - wyszeptała cicho Alice, odwzajemniając tulenie.

    - A zdradzisz mi jego imię? - zapytała, nieco odsuwając się by móc zobaczyć twarz przyjaciółki.

   - Nie powiesz Nicholasowi? On zapewne znów zrobiłby mi awanturę.

    - Słowo honoru. Nie powiem.

Dziewczyna wzięła się wreszcie na odwagę. Wzięła kilka głębokich wdechów.

    - Możesz uznać to za dziwne, ale ja kocham... Michaela...

Margaret na chwilę została zbita z tropu. Jej przyjaciółka kocha się w Jacksonie? Facecie, który znany jest ze świetnego głosu, tańca... oraz kontrowersyjnych wpadek.

    - Mówisz poważnie?

    - Tak. Kocham go. I chyba z wzajemnością. Ostatnio dałam mu wskazówki, jak poderwać taką jedną.

    - No to jak ma cię kochać, skoro mówisz, że nauczyłaś go jak poderwać inną?

     Margaret nie rozumiała jej słów. To dziwne, aby facet miałby kochać dwie kobiety naraz. Zresztą... przecież na tym świecie jest to możliwe.

   - Bo okazało się, że ta Marie, to niby ja. Wygadał się, chociaż sam o tym nie wie. Wykorzystał moje drugie imię.

   - A ty mu powiedziałaś, że go kochasz? - jej przyjaciółka była bardzo ciekawa tej miłosnej historii, którą przeżywała Alice.

   - Nie. Nie potrafię. Tylko pewnego razu... pocałowałam go podczas gdy spał i bardzo żałuję.

   - Czego? Żałujesz, że pocałowałaś faceta, którego kochasz?!

  - Tak. To cudowne uczucie, ale potem... Bałam się, że gdyby był tego świadomy, wściekłby się. Nie chciałam kończyć tej znajomości przez debilny pocałunek.

Margaret westchnęła cicho i delikatnie położyła dłoń na jej ramieniu. Alice znów przytuliła swoją przyjaciółkę, próbując się nie rozpłakać.

     To było dla niej zbyt trudne. Nie potrafiła wyjawić Michaelowi prawdy, chociaż wiedziała już, że on ją również kocha. Co by miała do stracenia? Teraz jedynie oboje udawają, że nic więcej ich nie łączy poza przyjaźnią.

    - Alice, a dzwoniłaś do niego? Może zadzwoń, porozmawiaj z nim...

    - Wiem, powinnam to uczynić, bo obiecałam mu, że się odezwę. Tylko teraz... jakoś nie mam humoru. Nie musisz się zamartwiać, możesz iść z Nicholasem i resztą na imprezę. Przynajmniej mogę cieszyć się z waszego szczęścia. U mnie związki zawsze były do bani.

    - Ani tak nie mów! Zobaczysz, za kilka miesięcy będziesz u boku Michaela szczęśliwą Alice Jackson. Mówię ci, ja wiem co gadam.

     - Tak, to chyba we śnie. - rzekła smętnie aktorka, zerkając w stronę okna.

     - Mówię ci, tak będzie. A potem... w jego domu nie będzie trójka dzieci, lecz czwórka, a może i nawet piątka.

     - Tak, a potem spadnie bomba atomowa albo jednorożce się pojawią na niebieskiej trawie. Margaret! Przestań już gadać głupoty! Na razie trzeba się skupić na pracy, a nie rozmyślać o przyszłości, która i tak będzie szara...

     - Oj widać, że brakuje ci jego bliskości. No, cóż... Może jak wyrwiesz się ze mną do knajpki, to dobrze ci to zrobi, hmm?

     - Nigdzie nie idę. Zostanę tutaj i koniec.

     - A gdyby był Michael?

Dziewczyna powoli zaczęła się irytować. Mogła trzymać język za zębami i nic nie gadać.

     - Jeśli skończysz już to ciągłe gadanie wokół Michaela, to mogę się wybrać na tą imprezę czy co tam będzie.

Margaret triumfalnie podniosła swoje ręce i radośnie się zaśmiała. Wiedziała, że Alice poczuje się nieco lepiej.

     - I tak nie możemy pić za dużo. Reżyser by nas zatłukł, chociaż znając go, pewnie już kręci się na stołku barowym.

Po raz pierwszy pokój Alice wypełnił się jej śmiechem. Po krótkiej chwili obie wyszły z hotelu, idąc w kierunku miejsca, w którym mieli wszyscy się zebrać.

Jak zwykle, małe przyjęcie z okazji kręcenia nowego filmu, by życzyć wszystkim jak najlepszej pracy musiało się odbyć. Oczywiście bez przesady, ponieważ następnego dnia miała się rozpocząć praca.

     Kiedy Alice oraz Margaret weszły do pomieszczenia, zauważyły już, że niektórzy są nieźle wstawieni.

Po chwili obok dziewczyn pojawił się Nicholas, który jako z nielicznych był trzeźwy.

    - O! Jednak jesteś!

    - Tak i strasznie żałuję. Mogłam zostać w hotelu. odparła Alice, widząc jak niektórzy przesadzają z alkoholem.

    - Wiem, to dziwny widok. Jutro dostaną niezły ochrzan. Należy im się - rzekł nieco weselej Nicholas, a po chwili zaproponował - Może chciałybyście stąd wyjść?

   - Tak, ja jestem za! - bez namysłu odparła jego siostra, zerkając na zbliżającego się do całej trójki mężczyznę o ciemnej karnacji z czarnymi oczami.

   - Ulala, nie wiedziałem, że przypadnie mi praca u boku Alice Keys. Całuję rączki. - odrzekł meksykańskim akcentem brunet, uśmiechając się serdecznie - Nazywam się Brandon Silley i o ile mi wiadomo, mam grać twojego chłopaka.

    - Miło mi cię poznać, Brandon - odrzekła Alice, bacznie obserwując nowego towarzysza. Na szczęście nie czuła od niego alkoholu, więc była pewna, że jest trzeźwy.

    - Może chciałabyś wyjść z tej duchoty na świeże powietrze? - zaproponował mężczyzna, nie zwracając uwagi na jakiekolwiek zaprzeczenia ze strony Nicholasa.

    - Właśnie miałam to uczynić razem ze swoją przyjaciółką oraz bratem. - odpowiedziała aktorka, wytrzymując zbyt dziwną atmosferę.

     - Ma się rozumieć. Może innym razem uda mi się z panną porozmawiać i bliżej poznać. Do zobaczenia - ukłonił się nisko, wychodząc z knajpki eleganckim chodem.

    - O rany! Przecież on cię wzrokiem jadł! Co za typ! - szybko skomentowała Margaret, kiedy towarzysz ich opuścił.

     - Tak. Widziałam to w jego oczach. I uwierzyć w to, że większość aktorek na niego leci. Phi, też mi coś.

     - No wiesz, ty tam wolisz... ekhm... czarnowłosych mężczyzn o brązowych oczach  - szepnęła cicho jej przyjaciółka, uważając aby nie usłyszał ich Nicholas.

Alice znów pomyślała o Michaelu. Poprawiła delikatnie swój naszyjnik, który dopiero teraz zauważyła "Crazy".

     - To od niego? - zapytała ją, widząc parę złotych turkawek, które wyłoniły się spod bluzki.

     - Tak. To symbol przyjaźni.

Nicholas zajęty czym innym zerknął na swoją dziewczynę oraz siostrę. Nie przysłuchiwał się ich rozmowie, więc niczego nie świadomy od razu wypalił.

      - Spadamy stąd, czy nadal dusimy się w tym śmierdzącym od papierosów i alkoholu pomieszczeniu?

      - Zdecydowanie wybieram opcję pierwszą. - stwierdziła Margaret, widząc zgodę w oczach Alice.

Po kilkunastu minutach cała trójka spokojnym krokiem szła wzdłuż małego parku, oświetlonego przez wiele latarń oraz księżyca, który wydawał się być ich czwartym, milczącym towarzyszem.

      - Opowiadaj, co tam ciekawego robiłaś u Jacksona. - zapytał Nicholas, chowając swoje nieco zmarznięte dłonie do kieszeni. Margaret, która szła u jego boku, również chciała cię dowiedzieć czegoś więcej, niż to, co usłyszała jeszcze kilka godzin temu.

      - Wiele rzeczy. Bawiłam się z jego dziećmi, spędzałam czas z jego przyjaciółmi, siostrą... oraz z nim samym.

       - Ooo! A czy coś zrobił nie tak? - nadal był ciekawy i nie krył, że nie miał do niego zbyt dużego zaufania.

      - Nie. Wszystko było dobrze. Jak się go tak bliżej pozna, jest ciekawym i pełnym humoru człowiekiem.

       - Jak to znaczy "bliżej"?

       - Na pewno nie poprzez spędzenie nocy w łóżku. Nicholas! Weź się w końcu ogarnij! Zmień w końcu do niego nastawienie, bo już nie wytrzymam. Jeśli spędzi się z nim więcej czasu na rozmowie, to wtedy lepiej się go pozna. To miałam na myśli....

      - No wiesz, ja to tam nie wiem, co chodzi mu w jego lokowatej łepetynie. - zaśmiał się chytrze.

Margaret dyskretnie pociągnęła go za rękaw, by w końcu przestał z docinkami. Znała prawdę i wiedziała, że jego słowa mogą bardzo ranić Alice. Aktorka ukrywała swoją złość i gdyby nie Margaret, jej brat już dawno zostałby spoliczkowany za takie słowa. Strasznie działał jej na nerwy.

Jego opiekuńczość była tak obrzydliwa, że ledwo co ją wytrzymywała.

Pół godziny później wrócili do hotelu, a Alice wreszcie mogła odpocząć od towarzystwa swojego wkurzającego brata. Jednak zanim zniknęła za drzwiami dostała tajemniczy list, który w ogóle nie posiadał adresata ani nadawcy. Ostrożnie wysunęła małą kartkę i zatopiła się w słowach, które razem tworzyły wiersz. I to nie byle jaki! Romantico dla Alice...

Po przeczytaniu, dziewczyna była zbyt zmęczona by wnioskować, kto mógłby pisać takie rzeczy.

Wiedziała jednak, że to pewnie jakiś jej cichy wielbiciel, który nie chciał się na razie jej ujawniać.

Widząc późną godzinę na zegarze, wiedziała, że w Los Angeles jest teraz południe.

Przed pójściem spać, wzięła jeszcze prysznic i siedząc na łóżku, susząc w tym czasie włosy, postanowiła zadzwonić do Michaela i zapytać się, co tam u niego.

Po kilku sygnałach wreszcie usłyszała jego melodyjny, nieco cichy głos.

     - Cześć, nie przeszkadzam? - zapytała, ciesząc się, że mogła go usłyszeć.

     - Alice! Tak się cieszę, że dzwonisz. Nie, skądże. Dla ciebie zawsze znajdę czas. Jak minęła podróż?

     - Wiesz, można by powiedzieć, że nawet nudno. Tęsknię za wami, wiesz?

      - No proszę. Alice za nami tęskni? Myślałem, że będziesz szczęśliwa, że nie musisz pana brzydala widzieć na oczy - w tym momencie aktorka usłyszała radosny chichot piosenkarza.

     - Wiesz, szczerze to brakuje mi twojej brzydoty. Nie to co taki jeden facet z czarnymi jak noc oczami.

       - Uuuu, czyżbyś miała jakiegoś na oku? No, słucham, słucham...

       - Nigdy! Wiesz jaki on jest paskudny? Prędzej wolałabym się poćwiartować, niż chodzić z tym panem od żelu do włosów. Włosy miał jak jeż, a oczy niczym wielkie, czarne dziury.

       - Ostro jedziesz, ciekaw jestem, jakie masz uwagi jeśli chodzi o mnie. - Michael cicho się zaśmiał, a po chwili dodał- Poczekaj, bo dzieci chcą z tobą porozmawiać. Dam ci je.

Aktorka słysząc głosy pociech Michaela, czuła radość taką samą, jak była razem z nimi.

Słuchała i odpowiadała na ich pytania z uśmiechem, a kiedy Michael zdążył jeszcze się pożegnać, aktorka czuła wszystkie uczucia naraz.

       - Nawet nie wiesz, jak cię nam tutaj brakuje.

       - Wierzę. Mi was również. Chciałabym teraz was wszystkich mocno przytulić i wycałować.

       - Uuu, mnie też?

        - Tak, ciebie też brzydalu. - zaśmiała się aktorka.

        - Dobranoc Ślicznotko. Wiem, że teraz kładziesz się spać. Życzę ci dobrej nocy. Zadzwoń jutro, dobrze?

        - Oczywiście. Do jutra Mike. Spędźcie miłe popołudnie.

     Kiedy się rozłączyli, aktorka z radością w sercu położyła się i wpatrywała się w sufit.

Jego głos... Jego śmiech... Czuła się, gdyby przy nim była.

Wiedziała, że dzięki niemu, ta noc nie będzie taka straszna.

Zresztą... Tej nocy w jej śnie Michael odgrywał główną rolę... A jaką? To zostanie już jej słodką tajemnicą :)
 Brandon Silley

środa, 1 kwietnia 2015

Ogłoszenia, podziękowania = WSZYSTKO W JEDNYM :D

Witajcie!

    Och, jak dobrze, że sprawdzian mam już za sobą. ^^
Dziękuję za Wasze wsparcie i ciepłe słowa :)
Przyznam, że próbny był nawet trudniejszy niż ten co dzisiaj pisałam...
Pochwalę się, że na zadaniu z polskiego, było trzeba napisać opowiadanie...
Oczywiście dwóch bohaterów wzorowałam na Alice oraz Michaela. Tyle, że Alice była jako mała dziewczynka, a Michael jako jej przyjaciel, który musiał ją opuścić :D
Nazwisk bohaterów nie podawałam, więc chyba nikt się nie skapnie, że wzorowałam jedną postać na prawdziwym człowieku, hihi ^^ XD

No, ale do rzeczy...

Jak mogliście zauważyć, na blogu jest już ponad... Uwaga!... 2000 wyświetleń!!
Z całego serca Wam dziękuję. Za wszystko - za odwiedziny, komentarze... Za to, że jesteście <3
Po prostu Was Kocham <3 <3
Z tej okazji, postanowiłam napisać dla Was niespodziankę, która będzie...
 A tego już Wam nie powiem ^^ Musicie być czujni, to wtedy się dowiecie :D
Jeśli chodzi o " You & Me" to zgodnie z planem, pojawi się w sobotę.

Zbliża się Wielkanoc, więc chcę Wam wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia z tej okazji.

Ciepłych, radosnych i słonecznych (OBY!) świąt Wielkiej Nocy,
dużo zdrowia, miłej atmosfery, smacznego jajka, Wesołego Zajączka oraz mokrego Śmingusa-Dyngusa, życzę wszystkim moim Czytelnikom i również wspaniałym pisarzom.

Kocham Was i pozdrawiam gorąco!
Do zobaczenia w sobotę!
Susie.